Mali bogowie

kasiab, 14 lipiec, 2017 - 12:10
Martyna Sergiel

Każdy ma swoje autorytety – stety, niestety. Jedno jest pewne. Gdyby przekształcić i nagiąć słowa kultowej piosenki Paktofoniki, wyszło by prawdopodobnie, że  pierwszy autorytet – ten za którym podążamy – obrany został serca bitem. Coś w tym jest. Coś fajnego i kruchego zarazem. To coś każe nam wybierać sobie mentorów, małych bogów, których chociaż nie znamy, podziwiamy do granic możliwości. To coś jest lekkie jak tlen, jak powietrze po burzy, a przy tym i delikatne jak muśnięcie wiatrem. Bywa też głębokie i gwałtowne jak uderzenie do głowy pierwszej miłości. W każdym razie to coś nas kształtuje  i unosi, kiedy trochę się zsuniemy i złapiemy „doła”. Z tego uniesienia, wydaje nam się, że możemy przenosić góry i burzyć mury.

 

Jak to jest zatem z tymi autorytetami? Jak nieznani nam artyści (których podziwiamy), ale jednak w ogóle nie zetknęliśmy się z nimi w rzeczywistości, mogą mieć taki wpływ na naszą osobowość, tożsamość czy  na nasze postrzeganie świata? Gdyby życie złożyć jak puzzle lub spojrzeć na nie jak na klatki filmowe, przesuwające się przed oczami, zapewne portrety naszych idoli nie byłyby głównym motywem. Zobaczylibyśmy rodzinę, przyjaciół, rodzeństwo, drugą połówkę. Jednak w jakiś sposób ich głos do nas dociera i oddziałuje na to, kim jesteśmy, czy kim chcielibyśmy być. Czy chodzi o sławę? Wydaje mi się, że to raczej kwestia talentu, którego tak pragniemy. Kiedy z odbiornika leci Paktofonika, mam dreszcze i czuję się trochę jakbym była tą osobą, żyła jej życiem, rozumiała jej problemy, wchodziła w jej rolę, chwytała za mikrofon…. Skąd siła tych idoli? Skąd taki ich wpływ na nasze życia, do których przecież sami ich zapraszamy?

 

Czy gdyby nie ich słowa, gesty, muzyka bylibyśmy innymi ludźmi? Traktujemy ich chwilami jak bożyszcza, chociaż nie zamieniliśmy z nimi ani jednego zdania… zwykłego witaj i dwuznacznego do zobaczenia. Niemniej jednak, nasze małe światy krążyłyby na zupełnie innych orbitach, gdyby nie ich głośne historie… Na inne rzeczy zwracalibyśmy uwagę, co innego by nas poruszało. Być może wniosek jest banalny i jest to tylko kwestia tego, ze dobra muzyka porusza tematy w pewnym sensie uniwersalne i każdy może się z nimi identyfikować. Mimo to, jest coś w tym, że gdyby nie charyzma naszych małych bogów, nie byłoby też naszego maleńkiego nieba, w którym każdy ma to, czego mu potrzeba. Do szczęścia.

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz