Forum Wielkopolski Portal Informacyjny Osób Niepełnosprawnych :: Forum Strona Główna Wielkopolski Portal Informacyjny Osób Niepełnosprawnych :: Forum

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 


Ciekawy jestem relacji rodzice - pedagodzy, rehabilitanci

Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wielkopolski Portal Informacyjny Osób Niepełnosprawnych :: Forum Strona Główna -> Terapia, rehabilitacja i nauczanie - metody i praktyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Drozd



Dołączył: 11 Paź 2004
Posty: 49

PostWysłany: Pon Paź 11, 2004 9:58 am    Temat postu: Ciekawy jestem relacji rodzice - pedagodzy, rehabilitanci Odpowiedz z cytatem

Może artykuł na PIONie będzie dobrym przyczynkiem do dyskusji o relacjach rodziców niepełnosprawnych dzieci z nauczycielami, rehabilitantami, psychologami itp. Ciekawy jestem waszych opinii. Dla mnie ten tekst jest zbyt oddalony od rzeczywiśctości.

[/img]http://www.pion.pl/informacje.php?artykul=92&dzial=123&PHPSESSID=ffabb0efb66b2a3b1c06720b70fda10a[url]rodzic - partner czy intruz[/url]
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
lucho78



Dołączył: 23 Lip 2004
Posty: 459

PostWysłany: Pon Paź 11, 2004 1:19 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dobry artykuł, Jacek! Teza brzmi obrazoburczo, ale jest chyba zgodna z rzeczywistością - to nie rodzice powinni decydować o terapii, a terapeuta. Tyle, że to jest stan idealny, a w rzeczywistości wiemy jak to wygląda. Ani rodzice, ani terapeuci nie są przygotowani aby traktować się po partnersku. Brak facylitacji społecznych po prostu. Poza tym, ilu terapeutów tak naprawdę nie ma żadnego dłuższego pomysłu na współpracę? Czasem rodzice traktują ich właśnie jak przystanki po drodze, wychodząc z załozenia, że "co terapeuta, to inna terapia", a ja i tak zostanę z moim dzieckiem.

Nie chciałbym też aby terapeuci nabyli chorobu nr 1 zawodów takich jak psycholog, lekarz, ksiądz, itd - mam na myśli pychę. Aby nie wychodzić z założenia, ze ja i tak wiem najlepiej, bo "mam wykształcenie i doświadczenie i co oni będą mi tu opowiadać".

Ale pomijając te zastrzeżenia, artykuł b. w porządku. Kiedy nowa książka Jacku??? Very Happy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Gość






PostWysłany: Pon Paź 11, 2004 1:42 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie sądzicie, że Jacek Kielin sugeruje, iż to wielcy specjaliści powinni decydować o swoim dziecku, a nie rodzice? Dlaczego rodzic nie mógłby decydować o swoim dziecku. Wychowanie to nie medycyna - porównanie to zawarte w artykule wydaje mi sie fałszywe. Ja nie znam takich pedagogów, którzy wiedzieliby lepiej od rodziców co dla dziecka jest najlepsze.
Powrót do góry
renata



Dołączył: 11 Lip 2004
Posty: 207
Skąd: Poznań

PostWysłany: Pon Paź 11, 2004 8:54 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jako mama licznego potomstwa mam czasem kontakt z różnymi instytucjami (szpital, przedszkole, szkoła). Jestem dość mocno wyczulona na sytuacje, w której przedstawiciele danej instytucji „wiedzą lepiej” co jest dobre dla mojego dziecka. Na przykład lekarze, którzy zabraniają mi bycia z dzieckiem podczas np. zastrzyków w gabinecie zabiegowym, albo w nocy w szpitalu, albo pani w przedszkolu, która ukrywa, że dziecko cały dzień płakało – bo po co mama ma się denerwować, a maluchowi z czasem przejdzie. Dotyczy to jednak takich sfer, jak zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa, decydowania o ogólnym sposobie postępowania z dzieckiem (np. chcę, żeby leczył je ten konkretny lekarz, albo żeby chodziło do tej konkretnej szkoły). Ważne jest dla mnie, żeby rozumieć logikę funkcjonowania danej instytucji i akceptować styl jej pracy. (Np. gdy mój starszy syn chodził do przedszkola miałam wrażenie, że cały personel kładzie szczególny nacisk na to, żeby dzieci nie były anonimowe, żeby miały swoje imiona, żeby była uszanowana ich osobowość itp. Teraz gdy chodzi tam mój średniak, nacisk kładzie się na program, atrakcje – a ja myślę, że dla pięciolatka jest jeszcze ważniejsze po prostu dobrze się w przedszkolu czuć.)
Staram się mieć wpływ na takie właśnie rzeczy. Staram się wybierać takie placówki czy takich ludzi, do których mam przekonanie, że są najlepsze (specjalistycznie) dla mojego dziecka. I staram się (negocjując, proponując, upierając się) żeby mojemu dziecku było tam dobrze i bezpiecznie. Ale w wielkie zakłopotanie wprawiają mnie sytuacje, kiedy np. lekarz pyta: „to co, chce pani, żeby wyciąć dziecku migdałki, czy leczymy antybiotykiem?”, albo kiedy pani przedszkolanka zapytuje rodziców, czy naszym zdaniem ma ona korzystać z książki z wycinankami czy też nie. Myślę wtedy, że to oni mają wiedzę potrzebną, żeby to ocenić. Ja nie wiem i nie chcę decydować o tym czy dziecku konieczna jest operacja, albo – już trochę trywializując - czy gotowe wycinanki go rozwiną manualnie czy też nie.
Myślę, że Jacek Kielin nie odbiera rodzicom prawa do wspierania rozwoju własnego dziecka. Prawo rodziców do informowania ich o założeniach i przebiegu terapii, prawo do kontynuowania terapii w domu – mi akurat odpowiada, żeby nie było takiego obowiązku. Rodzice są różni – są niesystematyczni, mało świadomi, nie wykształceni, bezradni, mają inne dzieci, pracę zawodową, nawyki. Znam rodziców, którzy mają świadomość, że mogli zrobić więcej, stosować więcej metod, albo chociaż jedną systematycznie, a nie byli w stanie, a za to zabierali dziecko na wycieczki, bo to była ich pasja. I teraz mają może trochę mniej sprawne dziecko ale pewnie są szczęśliwi. Jasne, można pytać, co będzie dalej z tym dzieckiem? Ale to jest zawsze sprawa tej konkretnej rodziny, jej możliwości, nastawień. Ja myślę tak jak Jacek, że ważniejsze dla dziecka jest to żeby było kochane, akceptowane, zauważane itp. niż tylko rehabilitowane. I jeżeli te relacje są (bo nie muszą być) w jakiś sposób (np. z powodu niepełnosprawności dziecka) zachwiane to dobrze by było, żeby specjaliści pomagali je rodzinom poprawić.

To tyle z pozycji nieprofesjonalisty Confused . Pozdrawiam Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Evin
Gość





PostWysłany: Wto Paź 12, 2004 1:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czy ja dobrze rozumiem tezy Jacka Kielina?

1. Dobrze jest jak rodzice współpracują ze specjalistą.
2. Źle jest jak specjalista zaczyna współpracować z rodzicami, bo wtedy własnie rodzice słabiej współpracują ze specjalistą.
3. Specjalista powiniem umieć zaopiekować i zatroszczyć się o rodziców niepełnosprawnych dzieci, czyli im pomóc.
4. G. Doman pomaga rodzicom a nie współpracuje z nimi - pomaga i troszczy się o nich bo UCZY ich jak pracować z dzieckiem niepełnosprawnym. Nie pyta się też ich co ma robić.
5. Jacek Kielin krytykuje Domana za to, że pomagając rodzicom nie zwraca uwagi na relacje rodziców z dziecmi.
6. W troszczeniu się o dzieci i rodziców najważniejsze jest zatroszczenie się o prawidłowy kontakt z dzieckiem i jego akceptację, zwłaszcza w sytuacjach takich metod jak medoda G. Domana, które polegaja na stawianiu dzieciom przez rodziców wielu wymagań.
Powrót do góry
Karolina



Dołączył: 11 Paź 2004
Posty: 36
Skąd: Pleszew, wielkopolskie

PostWysłany: Sro Paź 13, 2004 10:38 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Myslę, że ważne będzie podanie tu linku do toczącej się nad tym samym artykułem dyskusji na forum SDSI. Wcześniejsze dyskusje na tym forum były m inn przyczynkiem dla Jacka do napisania tego artykułu.

http://www.dzieci.org.pl/cgi/forum/ikonboard.cgi?s=7c143552d5f77491447cfc4be711511b;act=ST;f=11;t=310;st=0;&#entry10
_________________
pozdrawiam. Karolina
http://www.nadzwyczajne-dzieci.wot.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
JACOL



Dołączył: 27 Lip 2004
Posty: 900
Skąd: Poznań

PostWysłany: Sro Paź 13, 2004 2:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tak sobie myślę, że refleksja nad tym, czy POMAGAĆ czy WSPÓŁPRACOWAĆ z rodzicami, wymaga pogłębienia.
Czym jest WSPÓŁPRACA, a czym POMAGANIE?

Współpraca np. dwójki osób przy strzyżeniu trawników? Współpraca instrumentariuszki i chirurga.
Charakterystyczny dla tego typu sytuacji jest podział obowiązków i nie branie odpowiedzialności za współpracownika. Z definicji jest oczywiste, że współpracownik da sobie radę BEZ POMOCY.

Tak rozumieją to specjaliści od dzieci. Mają oni takie wyobrażenie, że rodzic BEZ POMOCY specjalisty będzie wykazywał się specjalistyczną wiedzą na temat terapii, BEZ POMOCY specjalisty sam z siebie będzie chciał pracować z dzieckiem, czyli BEZ POMOCY specjalisty będzie wspaniałym terapeutą dla swojego dziecka. Ja uważam, że większość rodziców wymaga POMOCY – nauczenia ich postępowania ze swoim dzieckiem i zachęcenia ich do tego. Chodzi o to aby specjaliści umieli i chcieli POMAGAĆ rodzicom, czyli na przykład uczyć ich i zachęcać.

Myślę, że większość rodziców zgodzi się ze mną, że mało jest takich specjalistów, którzy potrafią to robić.
Dla wielu specjalistów idea WSPÓŁPRACY oznacza brak konieczności zaopiekowania się rodzicem.
Nie ma znaczenia czy rodzic umie i chce dużo pracować ze swoim dzieckiem, czy nie umie i nie chce – moim zdaniem specjalista powinien umieć POMAGAĆ jednemu i drugiemu.

W sytuacji POMOCY obie strony WSPÓŁPRACUJĄ ZE SOBĄ, ale to jedna ze stron bierze odpowiedzialność za drugą. Osoba pomagająca czuje się odpowiedzialna za to co robi osoba, której POMAGA. Moim zdaniem specjaliści, niestety nie czują się w ogóle odpowiedzialni za to co robią rodzice. Niestety. Pisząc o konieczności POMAGANIA, chciałbym, aby specjaliści od dzieci poczuli się odpowiedzialni za rodziców.
Chciałbym aby wciągali ich w pracę z dzieckiem, aby wytłumaczyli rodzicowi jak ma postępować, aby dali rodzicowi poczucie kompetencji w pracy ze swoim dzieckiem.

Oczywiście tak w sytuacji WSPÓŁPRACY jak i POMAGANIA (od strony specjalisty, bo od strony rodzica jest to zawsze WSPÓŁPRACA) w przypadku konstruowania programu pracy dochodzi do wymiany poglądów. W przypadku POMOCY rodzicowi specjalista zbiera informacje o dziecku i radzi (czyli POMAGA) rodzicowi w postępowaniu z dzieckiem.
(Słowo RADZI bardzo mi się podoba, gdyż uważam, że profesjonalne pomaganie rodzicowi powinno opierać się na radach i prośbach kierowanych do rodzica, a nie na poleceniach)

W przypadku POMOCY specjalista martwi się o to czy rodzic dobrze zrozumiał intencje specjalisty. Czy rodzic wie dlaczego ma robić coś z dzieckiem. Czy ma ku temu warunki. Czy potrafi prawidłowo wykonać prośbę specjalisty. W końcu czy ma chęci do tego.

W sytuacji WSPÓŁPRACY z rodzicem specjalista zakłada, że rodzic sam z siebie jest już dobrze wyedukowany, wyćwiczony i zmotywowany do wykonywania zaleceń specjalisty.
A jak nie, to jego problem.

Wszyscy rodzice niepełnosprawnych dzieci, którzy twierdzą, że nie potrzebują POMOCY od strony specjalistów a jedynie oczekują od nich WSPÓŁPRACY konserwują patologiczny układ, który ma miejsce w naszym kraju. Specjaliści bowiem nie czują się zobowiązani do tego aby POMAGAĆ rodzicom niepełnosprawnych dzieci.
Oni WSPÓŁPRACUJĄ, co w praktyce oznacza, że to oni sami potrzebują POMOCY od rodziców dzieci. Skoro rodzice są BEZ POMOCY wyposażeni w specjalistyczna wiedzę, chcący i umiejący pracować ze swoim dzieckiem, to jest oczywiste, że można ich poprosić o napisanie programu terapeutycznego dla dziecka. Albo chociażby jego modyfikację.
W Polsce aby być „specjalistą” nie trzeba posiadać specjalistycznej wiedzy ani umiejętności.

Gdyby specjaliści od dzieci uznali, że powinni POMAGAĆ rodzicom może by się w końcu wzięli za naukę. Na razie niech poziom terapii podnoszą WSPÓŁPRACOWNICY czyli rodzice dzieci.
Wyobrażam sobie, że G. DOMAN POMAGAJĄC rodzicom, uważnie ich słucha.
Wyobrażam, że słuchając rodziców koryguje swój program. Ale nie robi to co nasi specjaliści od WSPÓŁPRACY. Nie godzi się z każdą sugestią rodziców, bo wie, że rodzice nie są jego WSPÓŁPRACOWNIKAMI ale KLIENTAMI i choć oni z nim WSPÓŁPRACUJĄ on im POMAGA. Nie może więc rodzic zgodzić się na program, ale bez patterningów.
Ależ to oczywiste.

W naszych szkołach specjalnych dopuszcza się do sytuacji, kiedy to rodzic nie wyraża zgody na pewne punkty programu terapeutycznego, który napisał specjalista, a specjalista się na to godzi. Dla mnie to nie do pomyślenia. Oznacza to, że specjalistom od dzieci wszystko jedno co się z dzieckiem robi. Traktuje się pisanie programu terapeutycznego jak pisanie programu szkolnej wycieczki. To skrajna nieodpowiedzialność wynikająca z przerzucania odpowiedzialności na WSPÓŁPRACOWNIKA, którym jest rodzic.

Wielu specjalistów myśli, że jest to OK., że się nic nie umie, bo to rodzic jest najlepszym specjalistą od terapii dziecka. To dla nich naturalne.
Dla mnie nie. Wolałbym aby szkoły specjalne zamiast pisać programy WSPÓŁPRACY z rodzicami, pisały programy POMOCY rodzicom niepełnosprawnych dzieci. To poprzeczka postawiona wyżej, która do czegoś zobowiązuje. Puki się jej nie postawi, moim zdaniem, niewiele się zmieni, a rodzice będą narzekać na specjalistów jako kiepskich współpracowników (i słusznie) a specjaliści na rodziców także jako kiepskich współpracowników (niesłusznie). Niesłusznie bo większa odpowiedzialność w układzie rodzic – specjalista, spoczywa na specjaliście.

Jak specjaliści będą umieli rodzicom POMAGAĆ to rodzice będą zadowoleni ze WSPÓŁPRACY, jak będą WSPÓŁPRACOWAĆ to rodzice z tej współpracy zadowoleni nie będą, bowiem rodzicom dobrze WSPÓŁPRACUJE się wyłącznie ze specjalistą mu POMAGAJĄCYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Drozd



Dołączył: 11 Paź 2004
Posty: 49

PostWysłany: Sro Paź 13, 2004 2:28 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Charakterystyczny dla tego typu sytuacji jest podział obowiązków i nie branie odpowiedzialności za współpracownika. Z definicji jest oczywiste, że współpracownik da sobie radę BEZ POMOCY.



Wiesz JACOL, mi sie wydaje, że współpracownicy, też mogą sobie POMAGAĆ. Tylko pomaganie to odbywa się w dwie strony.
W sytuacji nauczycieli w szkołach specjalnych wyraźne jest oczekiwanie POMOCY od strony rodziców w ramach tzw. WSPÓŁPRACY. Chyba nie jest to dobre, bo obciąża rodziców.

Hej.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mama T.
Gość





PostWysłany: Sro Paź 13, 2004 7:43 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Panie Jacku

Śledzę Pana rozmowy z Karoliną, tu i na Forum Strony Dzieci Sprawnych Inaczej. Chciałam Panu powiedzieć jako matka niepełnosprawnego dziecka, że się z Panem zgadzam. Niech się Pan nie przejmuje Karoliną, ona jest tak narcystyczna, że sama myśl, że mogłaby oczekiwać od kogokolwiek pomocy napełnia ją przerażeniem. My normalni rodzice niepełnosprawnych dzieci nie czujemy się tak wspaniali jak Karolina.

Miałam okazję i przyjemność przeczytać Pana książkę. Chcę Panu podzękować włąśnie za te słowa w których apeluje Pan do specjalistów, aby nie myśleli o nas jak o doskonałych logopedach, rehabilitantach, pedagogach. My tacy nie jesteśmy. Ja sama bardzo często czuję się bezradna i niepewna tego co robię. Bardzo bym chciała, aby logopedka miała dla mnie czas i dokładnie mi pokazała i wytłumaczyła co mam robić.
A ona myśli, że ja wszysto wlot załapię. To standard w Polskich warunkach.

Taka Karolina pewnoby załapała, ale i ona korzystała z pomocy Domana i pani Slawow, którzy jej wszystkiego nauczyli. Teraz pewnie trochę się tego wstydzi i woli akcentować, że to ona sama do wszystkiego doszła.
Doman owszem, ale ważniejsze jest samoszkolenie i konferencje. Ja uważam że świat byłby piękniejszy gdyby nauczyć specjalistów pomagania nam rodzicom, bo obecnie oni tego absolutnie nie potrafią i nie rozumieją. Dziwię się trochę Karolinie że z jej doświadczeniem nie może tego pojąć, bo właśnie z POMOCY specjalistów, którzy wiedzieli jak to robić, korzystała.
Z wyrazami szacunku

mama T.
Powrót do góry
JACOL



Dołączył: 27 Lip 2004
Posty: 900
Skąd: Poznań

PostWysłany: Pią Paź 15, 2004 6:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dalsze moje rozważania na temat czy specjalista powinien współpracować z rodzicem czy mu pomagać.

Chciałbym przypomnieć perspektywę tej refleksji. Chodzi o zastanowienie się jak powinien zachowywać się specjalista pracujący z dzieckiem w stosunku do rodzica tegoż dziecka.
Jest chyba dla wszystkich jasne, że to jak postępuje z dzieckiem rodzic ma wpływ na postępy, jakie czyni dziecko. Rodzic przychodzi do specjalisty z prośbą o pomoc dziecku. Tym specjalistą najczęściej jest pedagog, psycholog, rehabilitant, logopeda itp. Najczęściej jest tak, że specjalista zdaje sobie sprawę, że aby spełnić prośbę rodzica, konieczne jest, aby tenże rodzic wykonywał to, czy tamto, ze swoim dzieckiem. Rodzic nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Czasami chciałby, aby to specjalista sam „naprawił’ jego dziecko. Czasami jest odwrotnie – rodzic doskonale rozumie, że jego rola w terapii dziecka jest ogromna. Można powiedzieć, że im bardziej niesprawne dziecko, tym rola rodziców jest większa.
Świadomość ta wyraża się najczęściej gotowością rodziców do WSPÓŁPRACY ze specjalistą. Specjalistów ta gotowość do WSPÓŁPRACY rodziców może tylko cieszyć.
Teraz przechodzę do sedna problemu.
Jest bardzo dobrą rzeczą, jeśli specjalista rozumie rolę współpracy, jaką podejmuje z nim rodzic, ale jest rzeczą złą, kiedy to on chce z rodzicem WSPÓŁPRACOWAĆ. Jego rolą nie jest WSPÓŁPRACA z rodzicem, ale POMAGANIE rodzicowi.
Weźmy sobie jakiś przykład oderwany od naszych rozważań. Rodzic przychodzi z dzieckiem do dentysty. Dentysta mówi mu, że owszem pomoże dziecku, o ile rodzic stanie przy nim w charakterze nieobecnej tego dnia pomocy stomatologicznej.
Rodzic rozumiejąc konieczność WSPÓŁPRACY z dentystą staje obok.
Jest jasne, że aby pomóc dziecku konieczna jest współpraca rodzica z dentystą.
Jaką postawę powinien zaprezentować wobec rodzica dentysta? Powinien współpracować z rodzicem czy mu pomóc w znalezieniu się w nowej roli?
Nie widzicie różnicy?
Załóżmy, że będzie z rodzicem współpracował. Niewątpliwie takim współpracownikiem dla niego była odpowiednio wyszkolona profesjonalna pomoc stomatologiczna. Dentysta nie musiał brać odpowiedzialności za wykonywaną wspólnie pracę. Każdy odpowiadał za swoje.
Teraz jednak stoi obok niego niewyszkolony medycznie rodzic. Ale rodzice są świetnymi współpracownikami!. Tu leży to, tu leży tamto, proszę to wymieszać z tamtym w proporcjach takich a takich. A rodzic w głowie ma szum i niewiele rozumie, albo dobrze rozumie, ale jest niezdarny w mieszaniu medykamentów, albo rozumie i jest sprawny, ale nie chce mu się tego robić, gdyż uważa, że lekarz mógłby to wszystko zrobić sam. Lekarz sobie myśli: jak rodzic nie robi tego, co mu mówię to trudno, dziecko będzie nadal miało dziurawe zęby. Rodzic przecież POWINIEN z nim WSPÓŁPRACOWAĆ, ale tego nie robi!
Zauważcie że, jak rodzice myślą o tym, że POWINNI współpracować z lekarzem, to jest to w porządku. Ale jak lekarz pomyśli, że rodzice POWINNI, to jest to katastrofa. Lekarz, myśląc POWINNI WSPÓŁPRACOWAĆ liczy na to, że rodzice zapiszą się może na jakiś szybki kurs dla pomocy stomatologicznych, trochę poczytają o tym w książkach, pogadają o tym na forum dla rodziców współpracujących ze stomatologami, albo zainteresują się konferencją na ten temat, a on nie będzie musiał brać odpowiedzialności za to, co oni robią. Jak źle wymieszają mikstury i plomby wypadną jutro to ich wina i ich zmartwienie. On lekarz swoje zrobił dobrze. Oczywiście, co bardziej zdeterminowani rodzice sami douczą się w zakresie stomatologii. Nie mają wyjścia.
Ale przecież, to tak być nie musi. Jeżeli już praca rodzica jest niezbędna, to dentysta może POMÓC rodzicowi znaleźć się w nowej roli – dokładnie wytłumaczyć, czego oczekuje, poprawić jak się coś nie uda, pokazać jak się miesza mikstury i pochwalić czasem za dobrą pracę dla zachęcenia. Cały czas też bacznie kontrolować i BRAĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ za to, co robi rodzic.
POMAGAĆ to znaczy BYĆ POMOCNYM dla rodzica w tym, co rodzic ma robić, to czuć się odpowiedzialnym za wytłumaczenie, pokazanie i zmotywowanie rodzica, to znaczy wspierać rodzica w tym, co robi itp.
Specjaliści od dzieci bardzo często tego nie robią. Nie są POMOCNI, nie interesuje ich czy rodzic dobrze ich rozumie, co ma z dzieckiem zrobić. Nie martwią się tym, czy rodzic umie to zrobić i czy chce to zrobić. Nie czują też, że ich rolą jest wspieranie rodziców w wychowaniu i terapii ich dzieci. Ograniczają swój obszar zainteresowania do bezpośredniej pracy z dzieckiem i do podziału obowiązków pomiędzy siebie i rodzica, licząc na to, że rodzic SAM z siebie, BEZ POMOCY, spełni swoją terapeutyczną powinność wobec dziecka. Jak rodzic ma problemy to niech idzie do specjalisty od dorosłych. Zresztą rodzic jest najlepszym specjalistą dla swojego dziecka, bo go najlepiej zna. (Pewno najlepiej będzie wiedział, jaka plomba w tym przypadku będzie najlepsza – warto go o to zapytać!).
Czy zachowanie specjalisty jest głupie? Nieludzkie? Niemądre? Ależ skąd. Przecież rodzic jest jego odpowiedzialnym za siebie WSPÓŁPRACOWNIKIEM! Jeżeli nie współpracuje należycie, to jego strata, bo to jego dziecko i powinno mu zależeć. Ja specjalista od dziecka pracuję profesjonalnie, a że rodzic (współpracownik) zawala, to efekty są, jakie są. Widać rodzicowi nie zależy, to po co ja mam się wysilać...
W sytuacji POMAGANIA rodzicowi, jest to nie do pomyślenia. Jak sobie rodzic nie radzi, to specjalista nie myśli, że rodzic POWINIEN to czy tamto, ale myśli, że to on POWINIEN rodzicowi w tym POMÓC.

A co z robić z sytuacją, gdy do dentysty przyjdzie ze swoim dzieckiem taka, dajmy na to, Karolina. Matka biegła i wyedukowana w procedurach stomatologicznych? Pewno sobie poradzi ze współpracującym z nią dentystą, ale zdecydowanie lepiej będzie się czuła, gdy dentysta będzie jej pomagał, czyli będzie uważny na to, co ona robi i nie zwolni się z odpowiedzialności za jej pracę. Gdyby się, nie daj Boże, pomyliła, to lekarz zainterweniuje. Ale nawet, jeżeli się nie pomyli, to w tej sytuacji, w jakiej się znajdzie, uważność lekarza przyniesie jej spokój i ulgę. Jego uważność będzie jedynym elementem, w tej sytuacji, odróżniającym POMAGANIE rodzicowi od WSPÓŁPRACY. Karolina zawsze będzie WSPÓŁPRACOWAŁA z lekarzem, choć jak myślę, lepiej jej będzie na duszy, gdy pomyśli sobie, że dentysta gotowy jest jej POMÓC.

Ważne jest wiec, aby uczyć specjalistów nie tylko pomagania DZIECKU, ale także w pewnym zakresie i jego RODZICOWI. Pomaganie rodzicowi wymaga innej wiedzy niż pomaganie dziecku. W Polsce się niestety tego nie robi. Za to kwitnie idea WSPÓŁPRACY rozumianą jako przerzucanie odpowiedzialności za terapię dziecka na rodziców.
Rozumie się samo przez się, że rodzic niepełnosprawnego dziecka z natury (bez pomocy)jest dla swojego dziecka najlepszym logopedą, pedagogiem, rehabilitantem itp.
Takie przerzucanie odpowiedzialności ma miejsce bez względu na to, czy się sądzi, że dobrze by było, aby rodzic pracował z dzieckiem 10 minut dziennie czy 10 godzin. Przecież można pomóc rodzicowi tak w tych 10 minutach, jak i w 10 godzinach!

WSPÓŁPRACA z rodzicem nie wymaga żadnej wiedzy, a jedynie solidnego wykonywania swoich obowiązków wobec dziecka. Za brak WSPÓŁPRACY winą obarczani są rodzice. (Rodzic powinien współpracować a tego nie robi, więc to jego wina). W sytuacji POMAGANIA za brak współpracy winę ponosi wyłącznie specjalista, (bo nie potrafił rodzica odpowiednio zmotywować, wytłumaczyć mu, pokazać, nauczyć wykonywać itp.)

Dopiero po takim wstępie można przejść do rozważania o tym JAK i POMAGAĆ RODZICOM. A jest to wiedza, jak myślę, specjalistom od dzieci niezbędna. Ale już dziś więcej nie będę przynudzał.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Drozd



Dołączył: 11 Paź 2004
Posty: 49

PostWysłany: Pią Paź 15, 2004 6:44 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bezpłatne połączenie z Karoliną świadczone przez spółkę DROZD i synowie - telegraf, telefon Smile Smile Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
JACOL



Dołączył: 27 Lip 2004
Posty: 900
Skąd: Poznań

PostWysłany: Sob Paź 16, 2004 4:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ciąg dalszy rozważań o POMAGANIU rodzicom przez specjalistów od terapii dzieci.


Jeżeli już zgadzamy się, co do tego, że rodzicom należy POMAGAĆ a nie WSPÓŁPRACOWAĆ (mówię to do specjalistów, bo rodzic, jeżeli coś robi to WSPÓŁPRACUJE ze specjalistą) to możemy zastanowić się jak konkretnie ta pomoc mogłaby wyglądać. Przedstawię moje przemyślenia na ten temat. Chcę zaznaczyć, że pomoc rodzicowi, jeżeli ma charakter profesjonalny zawsze oparta jest na jakiś przemyśleniach i jakiejś wiedzy.
Oto moje przemyślenia:

1. Pomagając trzeba pilnować zasad, co, do których umówiliśmy się z rodzicem na początku terapii jego dziecka. Zawsze tak jest, że z osobą, która zgłasza się do specjalisty zawierana jest pewna umowa ustalająca relację pomiędzy osobą pomagającą i osoba, która o pomoc się zgłasza.
Ta umowa w języku psychologicznym nazywa się KONTRAKTEM.
Najprostsza sytuacja zawierania kontraktu wygląda tak:
Do dziecka w nauczaniu indywidualnym przychodzi po raz pierwszy nauczycielka, dzwoni do drzwi, drzwi otwiera mama dziecka. Nauczycielka mówi: „Nazywam się Anna Kowalska, jestem nową nauczycielką Krzysia” Mama Krzysia mówi: „Proszę wejść, Krzysiu jest tam w ostatnim pokoju”. Od tego momentu jest jasne, kto jest, kim, Kto komu pomaga. Osobą pomagającą jest Anna Kowalska a osoba potrzebującą pomocy jest Krzysiu. Zauważmy, że KONTRAKT w imieniu niepełnosprawnego dziecka zawarła matka dziecka. To ona zaprosiła nauczycielkę do środka i tym samym wyraziła zgodę na to, że Anna Kowalska będzie nauczycielką jej dziecka. Tylko rodzic dziecka może tę zgodę wycofać, np.. występując do szkoły o zmianę nauczycielki lub nawet zmieniając szkołę, do której zapisane jest dziecko.

Przy zawieraniu kontraktu, koniecznym jest bardzo uważne wysłuchanie oczekiwań rodziców w stosunku do nas i ustosunkowanie się do nich. Na niektóre życzenia rodziców możemy się zgodzić (np. zależy mi, aby posługiwała się pani w komunikacji z Krzysiem systemem Blissa) o ile uznamy to za dobre dla dziecka lub też nie, o ile będziemy uważać to za niewłaściwe. W przypadku odmowy dokładnie informujemy rodziców o przyczynach naszej decyzji.

Po zawarciu KONTRAKTU nauczycielka określa reguły, na jakich będzie opierało się jej pomaganie. Minimum wymagań, które są konieczne do udzielenia pomocy to tzw.: WYMAGANIA KONTRAKTOWE. Różni specjaliści mają różne wymagania kontraktowe.
Inne będzie miał np. G. Doman a inne nauczycielka Krzysia - Anna Kowalska. Jakie wymagania kontraktowe ma Doman wobec rodziców, może opowiedzieć nam Karolina, ja mogę tutaj przykładowo podać wymagania Anny Kowalskiej. Mogą być one następujące:
Krzysiu musi być obecny w domu zawsze w umówionych godzinach.
Musi mieć zwapnione książki, zeszyty i inne niezbędne pomoce do nauki wymienione przez nauczycielkę. Musi mieć zapewnione osobne miejsce w domu podczas nauczania.
To przykładowe WYMAGANIA KONTRAKTOWE, jakie może mieć nauczycielka do rodziców.

Zasada profesjonalnego pomagania mówi, że zasad kontraktowych trzeba bezwzględnie pilnować. Jeżeli Krzysia nie będzie w domu o określonej godzinie, albo nie będzie miał książek i zeszytów, to będzie oznaczało ZŁAMANIE ZASAD KONTRAKTU przez rodziców dziecka. Złamanie ZASAD KONTRAKTOWYCH musi oznaczać konieczność reakcji w postaci pytania: Dlaczego do tego doszło? Trzeba mieć pewność, że rodzice zrozumieli, że złamali kontrakt, a więc uniemożliwili pomaganie swojemu dziecku.
Reagować na złamanie kontraktu trzeba ZAWSZE. Specjalista może pomijać milczeniem wiele innych umów z rodzicem, które nie są wymaganiem kontraktowym, ale przestrzegania zasad kontraktu musi zawsze.

Jeżeli rodzic nadal łamie kontrakt, to trzeba się zapytać, czy nadal sobie życzy abyśmy pomagali jego dziecku. Jeśli mówi, że tak a nadal łamie kontrakt to powinniśmy przestać pomagać dziecku, bo jest to niemożliwe. W sytuacjach, kiedy nie można przestać formalnie pomaga dziecku (np. w przypadku nauczania, które jest obowiązkowe) oprócz powiadomienia o tym fakcie zwierzchników (np. dyrektora szkoły) trzeba jasno i dobitnie powiedzieć rodzicom, że w związku z łamaniem przez nich ustalonych zasad nie możemy wziąć w pełni odpowiedzialności za pomaganie ich dziecku.

Zasady kontraktowe mogą być różne np. w placówce, w której pracuje obowiązuje zasada, że nie wolno oddawać dzieci chorych do placówki, a po chorobie trzeba przedstawić tzw. zdolność od lekarza.


2. Następne zasady dotyczą tego jak uczyć rodziców tego, co chcemy, aby wykonywali ze swoim dzieckiem.
a/ Po pierwsze, jeżeli chcemy, aby rodzice wykonywali coś ze swoim dzieckiem, nasze zalecenia zawsze powinny mieć charakter próśb a nie wymagań. Dobrze jest wprost dawać rodzicom do zrozumienia: „ Moje zalecenia, to tylko moja prośba, jeżeli się Państwu nie uda jej spełnić, nic nie szkodzi”.
Należy także unikać jakiejkolwiek formy moralnego przymusu sugerując, że bez ich pracy dziecko nie będzie się rozwijało, czy zdrowiało.
Rodzice, wszystko, o co ich prosimy powinni wykonywać z własnej woli. Nie powinni, też mieć poczucia winy, jeżeli naszej prośby nie spełnią. Niestety wielu specjalistów od dzieci wpędza rodziców nie mogących z różnych przyczyn spełnić zaleceń specjalistów w poczucie winy. Wpędzanie rodziców w poczucie winy do niczego dobrego nie prowadzi.

b/ Prosząc o coś rodziców powinniśmy bezwzględnie zademonstrować rodzicowi to, o co go prosimy (Ćwiczenie, masaż, zabawę).

c/ Każdą czynność, o którą rodziców prosimy i którą mu pokazujemy, rodzice powinni przy nas powtórzyć. W razie problemów powinniśmy im pomóc.
Jeżeli uczymy rodziców uczymy bardziej złożonych umiejętności, należy przy następnym spotkaniu z rodzicem jeszcze raz poprosić go o wykonanie przy nas uczonej go czynności, abyśmy mogli się upewnić, że jest przez rodzica wykonywana prawidłowo.

d/ Jeżeli cokolwiek demonstrujemy rodzicowi, traktujemy tę demonstrację jako element prawdziwej terapii. Nawet, jeżeli pokaz jest bardzo, krótki robimy to z całym skupieniem i nabożeństwem, będąc w dobrej relacji z dzieckiem.
Jeżeli prosimy rodzica o powtórzenie po nas czynności, której go uczymy, traktujemy to jak element prawdziwej terapii, a nie pokaz przed prawdziwą terapią. To, co się dzieje, to już terapia, a nie przedstawienie! Jeżeli sytuacja tego wymaga, to pracującemu przy nas rodzicowi pomagamy tak, aby go nie rozpraszać i nie odrywać jego uwagi od dziecka – podpowiadajmy im ruchami ciała, gestem, ściszonym głosem. Starajmy się nie przerywać im pracy. Gdy sobie nie radzą, pokazujemy im jeszcze raz ćwiczenie i znowu prosimy o powtórzenie za nami.


e/ O cokolwiek prosimy rodziców, dokładnie tłumaczymy im, dlaczego zależy nam, aby to oni, robili z dzieckiem to, o co ich prosimy. Warto się upewnić, czy rodzic dobrze nas zrozumiał i w tym celu można zadać pytanie: Chciałbym mieć pewność, że pani dobrze mnie zrozumiała, więc czy mógłbym piana poprosić, jak pani rozumie znaczenie wykonywania przez panią tego masażu z Krzysiem w domu.
UWAGA: Rodzic powinien dobrze zrozumieć nie ogólne znaczenie wykonywania masażu dla zdrowia jego dziecka, ale znaczenie wykonywania tego masażu PRZEZ NIEGO SAMEGO!

f/ O cokolwiek prosimy rodziców, aby to wykonywali z dzieckiem w domu musimy ustalić z nimi, kiedy to mają wykonać. Aby, to zalecenie wykonać zainteresujmy się, jak wygląda typowy rozkład dnia danej rodziny. Nie powinno być dla nas obojętne, jakie warunki materialne i czasowe posiada rodzina, której pomagamy. Nasze prośby dobrze jest zaadresować, w taki moment dnia, aby nie zmieniał on gwałtownie całego życia rodziny, lub zmieniał go w jak najmniejszym stopniu. Można to zrobić np. tak: Tak więc masaż prosiłabym wykonywać, jak się uda po dobranocce. Chyba wtedy będzie to dla pani znaleźć na to chwile czasu. Pamiętajmy, że wiele próśb specjalistów nie jest przez rodziców wykonywanych, gdyż nie potrafią oni sobie wyobrazić, kiedy mieli by to robić.
Pamiętajmy, że ich problem ze znalezieniem czasu jest także i twoim problemem, który powinieneś rozwiązać razem z rodzicem.


g/ Spotkanie z rodzicami powinno przypominać lekcję pokazową w szkole. O ile jest to możliwe, korzystamy z różnych pomocy np. puszczamy rodzicom film instruktażowy (obok naszej demonstracji a nie zamiast niej), pokazujemy modele, wykresy, rysunki poglądowe itp.
Staramy się aby rodzice byli w czasie spotkania aktywni i jednocześnie skupieni na konkretnych kwestiach. Wszyscy pamiętamy z naszych lat szkolnych, że najbardziej lubiliśmy lekcje z tych przedmiotów, których nauczyciele prowadzili z pasją ciekawe zajęcia. Naśladujmy tych nauczycieli.

h/ Możemy włączyć rodzica w proces decyzyjny dotyczący kierunków pracy z dzieckiem, ale wyłącznie w zakresie alternatyw jakie my mu przedstawimy. Zaznaczę tutaj, że nie należy, dla świętego spokoju, ulegać rodzicom, którzy wymagają od nas kierunków i sposobów pracy, które uznajemy za niedobre dla dziecka

i/ Możemy poprosić rodziców o poinformowanie nas o zmianach jakie zachodzą podczas terapii, przede wszystkim pod wpływem pracy rodzica: „Jeżeli pod wpływem tego masażu zaobserwuje pani, że Krzysiu sam wyciągnie język do przodu to proszę natychmiast do mnie zadzwonić, to będzie dla mnie bardzo ważna informacja.

j/ Realistycznie przedstawmy rodzicom prognozy co do efektów wykonywanej przez nas i przez nich terapii. Jeżeli nie potrafimy określić rezultatów, to tak to przekażmy rodzicom.

3. Wykorzystanie wzmocnień.
a. W większości wypadków powinniśmy nagradzać rodziców natychmiast, gdy zauważymy, że pracują dobrze lub natychmiast, gdy się o tym dowiemy (np., że coś, o co ich prosiliśmy, zrobili w domu).

b.
Nie należy wzmacniać (chwalić) rodziców bez uzasadnienia. Nadużywanie nagród zmniejsza ich znaczenie. Lepszy jest „niedosyt” nagród niż „przesyt” . Nie stawiaj siebie w pozycji św. Mikołaja, który za darmo rozdaje prezenty.

c. Nie chwalmy rodziców za inne rzeczy, które robią dobrze - oprócz tych, których ich uczymy. Zawsze ma to charakter wścibskiego komentowania ich zachowań!

d. Kiedy zaczynamy naukę jakiegoś zachowania, wzmacniamy każdą pozytywną rekcję rodziców. Jeżeli rodzice opanowali już uczoną umiejętność zaczynamy wzmacniać (chwalić) ich nieregularnie i coraz rzadziej.

e. Nie uczmy rodziców kilku rzeczy jednocześnie. Nagradzajmy, kolejne stopniowe zmiany.


4. Nigdy w pracy z rodzicem, nie zajmuj się bezpośrednio jego poglądami na wychowanie jego dziecka i emocjami, które wyraża przy tobie – to nie jest twój problem.

W praktyce oznacza to, że jeśli rodzic powie coś o swoim dziecku, co jest sprzeczne z naszą opinią nie będziemy z nim o tym dyskutować. Po prostu zignorujemy opinię rodzica.
Przykłady zdań rodziców, które należy ignorować, nawet jeżeli się z nimi nie zgadzamy:

- córka nie będzie wychodziła na dwór, bo na pewno doprowadzi to do przeziębienia
- moje dziecko jest beznadziejnie głupie
- mam prawo bić swoje dziecko
- moje dziecko świetnie sobie daje radę beze mnie.

Część specjalistów pracujących z dziećmi sporo sił i czasu poświęca na wyjaśnianie rodzicom, że ich poglądy na wychowanie i terapię dziecka są niewłaściwe i powinni je zmienić. Wielu specjalistów uważa się za kompetentnych głównie, dlatego, że jak się im zdaje, potrafią udzielać dobrych rad. Odradzam podobne praktyki. Miło oczywiście udowodnić swoja mądrość i wykazać komuś, że się myli, ale takie zachowanie do niczego dobrego nie prowadzi. Rozmowa z rodzicami o ich poglądach i emocjach tylko zaogni sytuację.

O poglądach i uczuciach rodziców, specjalista od dziecka może się wypowiadać wyłącznie wprost zapytany o to przez rodzica. Wygląda to tak, że rodzic może zapytać: Jak pani uważa czy córa może wychodzić na dwór? Nie grozi to jej chorobą?, albo: Czy moje dziecko jest takie głupie jak myślę, czy też się mylę? albo: Czy mam prawo bić moje dziecko? albo: czy beze mnie moje dziecko sobie poradzi? Tylko wtedy możemy powiedzieć, co myślimy.


W skrócie przedstawiłem najważniejsze zasady pomagania rodzicom.
Jak będę miał chwilę czasu, to przedstawię jeszcze zasady pomagania rodzicom mającymi problemy w relacjach ze swoimi dziećmi, czyli pomagania rodzicom o negatywnych postawach rodzicielskich. Pomaganie takim rodzicom jest nieco bardziej, moim zdaniem skomplikowane.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Karolina



Dołączył: 11 Paź 2004
Posty: 36
Skąd: Pleszew, wielkopolskie

PostWysłany: Pon Paź 18, 2004 2:04 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Drozd napisał:
Bezpłatne połączenie z Karoliną świadczone przez spółkę DROZD i synowie - telegraf, telefon Smile Smile Smile


Drozd jestem ci wdzięczna Very Happy Very Happy Very Happy

Naprawde doceniam i odpisze niebawem. Very Happy
_________________
pozdrawiam. Karolina
http://www.nadzwyczajne-dzieci.wot.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
JACOL



Dołączył: 27 Lip 2004
Posty: 900
Skąd: Poznań

PostWysłany: Wto Paź 19, 2004 1:51 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Karolino, czekam z niecierpliwością na twoją odpowiedź. Czy moje propozycje co do pomagania rodzicom przez specjalistów są według ciebie wszystkie właściwe? Czy czegoś nie brakuje?
Twoje zdanie bardzo się dla mnie liczy.
Liczę także na innych forumowiczów.

Buziaki Wink
JACOL
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Karolina



Dołączył: 11 Paź 2004
Posty: 36
Skąd: Pleszew, wielkopolskie

PostWysłany: Wto Paź 19, 2004 4:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
A co z robić z sytuacją, gdy do dentysty przyjdzie ze swoim dzieckiem taka, dajmy na to, Karolina. Matka biegła i wyedukowana w procedurach stomatologicznych? Pewno sobie poradzi ze współpracującym z nią dentystą


Mam poczucie humoru i rozumiem Twoje Jacku Very Happy Very Happy ale pędzę wyjaśnić, ze w procedurach stomatologicznych się nie edukowałam - więc w przypadku pójścia do stomatologa zdecydowanie przyjmuje role wyczekujacą na pomoc. Co innego podać papierek lub lusterko ..tu nie widze problemów z pomocą - gorzej jeśli dentysta poprosił mnie o przygotowanie masy do wypełnienia... mogłoby mi trochę zając przeszukanie szafek dentysytcznych i odmierzenie odpowiedniej proporcji... Very Happy Very Happy Very Happy

To na marginesie... ponieważ porównujesz tę wspólpracę pedagog specjalny/rehabilitant - rodzic z współpracą innych profesji o których nie mam pojęcia. Każdy z nas się czuje wygodnie w jakimś temacie i nie w kazej dziedzinie może czuć się podobnie. Myslę, ze kontynuując rozumiemy, że rozmawiamy o relacjach profesjonalista - rodzic w kwestii edukacji i rehabilitacji dziecka. W tym temacie czuję się wygodnie, dlatego kontynuuję Very Happy

Doskonalę rozumiem (popatrz ile mi to zajęło) to o czym mówisz. Tak...do USA pojechałam po pomoc!!! Rozmawiając z Bożeną - osobą po stokroć lepiej wyedukowaną w tym temacie - uzyskuję pomoc. Tak... te osoby mi pomagają. Zupełnie inaczej jest w sytuacji, kiedy przychodza nauczycielki do Michala na nauczanie indywidualne. One pomagają Michałowi - nie mnie. Aby one mogły pomagać Michałowi - potrzebna jest im moja pomoc. Mówią o tym wprost i bez urazy i takie mamy relacje - doskonale się rozumiemy.
Zupełnie inne były też moje relacje z rehabilitantami, jakich poznałam przez te 11 lat, inne z psychologami, inne z lekarzami. Mozna powiedzieć, ze moje relacje były zależne od okresu w jakim ich poznałam (przed podjeciem mojej edukacji w temacie lub po) od charakteru osoby z jaką miałam przyjemność się spotkac (np czy otwarcie i szczerze ze mna rozmawiała, czy jasno wyrażała poglądy, precyzowała i motywowała sowoje decyzje i plany co do edukacji czy rehabilitacji syna).
Nie mogę tych wszystkich relacji ując w jednym poście bo były różnie skrajne. Od pełnego zrozumienia i wymiany pogladów, do ignoracji, strasznej złości, że się wymądrzam lub wcześniej jeszcze (kiedy nie podejmowałam większych dyskusji) od spokojnego i rzeczowego wyjaśnienia co i dlaczego - po zupełna ignrancję mojego zdania i nie tłumaczenia zbytnio co po co i dlaczego.
Wazne jest i podkreslam te dwa etapy ponieważ byłam innną matką kiedyś i inną jestem teraz. To kim się stało zostało w pewnym stopniu wywołane przez postawy specjalistów jakich spotykałam w latach 1993-1995 - nikt mi rzeczowo i konkretnie nie pomógł, spotykałam się z sprzecznymi zaleceniami, brakiem wspólpracy pomiędzy neurologiem, psychologiem, rehabilitanetem...co wywyłało u mnie postanowienie zerwanie ze światem tak nieprosefjonalnych specjalistw. Być może te doświadczenia sprawiają, że na słowo specjalista lekko mi cierpnie skóra ... Smile
W IAHP - otrzymałam pomoc, jasną, rzeczową. Najpierw przez 5 dni nas edukowano. Spokojnie, rzeoczowo i na temat. W przeciągu jednego tygodnia znalazłam odpowiedź na wiele pytań, na które przez poprzednie 3 lata w Polsce nikt mi nie udzielił odpowiedzi. Przypomnę, że zanim pojechalismy do USA naszą pomoca stała się inna matka - którą do dzis uważam za naszego najelepszego nauczyciela w temacie.
Jacku, specjalisci w IAHP pomagali nam właśnie w taki sposób jaki opisujesz.
Można powiedzieć, że zawarliśmy kontrakt - oni powiedzieli nam co , jak i dlaczego mamy robic, pokazali nam instrukcje, pokazali jak przygotować się do tego w domu, dali wskazówki jak przygotować sprzęt, po tysiąckroć pytali przed wyjazdem - zawsze - czy rozumiemy wszystko. Kontaktowali się z nami ciagle i pytali czy z wszystkim jest w porządku. Bożena robi identycznie, prosi o kontakt w każdej chwili kiedy jest jakis problem, iedy trzeba cos zminić, poniewaz dziecko osiągneło nową umiejętnośc.
Zawsze chwalono za sukcesy dziecka. Dziecko było celebrowane wręcz i gratulowano mu za wszystko i co chwilę.


Cytat:
4. Nigdy w pracy z rodzicem, nie zajmuj się bezpośrednio jego poglądami na wychowanie jego dziecka i emocjami, które wyraża przy tobie – to nie jest twój problem.

Tu mnie zaskoczyłeś - zarzucasz Domanowi, że nie analizuje postaw rodziców, nie rozmawia z nimi o wychowaniu i emocjach. Sam zalecasz aby specjaliści nie wtrącali się w wewnętrzne zycie rodzinne - wytłmacz prosze co miałeś na mysli?
_________________
pozdrawiam. Karolina
http://www.nadzwyczajne-dzieci.wot.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wielkopolski Portal Informacyjny Osób Niepełnosprawnych :: Forum Strona Główna -> Terapia, rehabilitacja i nauczanie - metody i praktyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group