Seksowna blizna
2009-11-03 08:50
Wystawa „Niejedna z Jedną”, którą od 25. października do 6. listopada można oglądać w Starym Browarze, składa się ze zdjęć, przedstawiających młode kobiety, które zachorowały na raka piersi i zostały poddane mastektomii. Jak piszą jej organizatorzy z Fundacji „Światło”, modelki pozujące do zdjęć są matkami, żonami, kochankami… a przede wszystkim kobietami. W pełnym znaczeniu tego słowa. Modelki to amazonki, które nie przekroczyły 34-ego roku życia. Fotografie powstały po to, aby uświadomić młodym kobietom, że one również mogą zachorować na raka piersi.

fot.: Dana Puciłowska
Seksowna blizna
Jest w tej realizacji schizofreniczność, która niepokoi. Z jednej strony, fotografki i modelki najwyraźniej sprzeciwiają się sprowadzaniu kobiecości do posiadania piersi, z drugiej strony, kobiety po mastektomii, mogą być, bo przecież widzimy, że mogą być atrakcyjne i uwodzicielskie. Nie widzę jednak żadnego powodu, żeby blizny uznać za pociągające, nawet jeśli są to blizny po piersi albo po piersiach (niektóre z kobiet przeszły mastektomię dwa razy). Trudno jest mi też sobie wyobrazić taką sytuację, żeby jakąkolwiek inną, okaleczoną część ciała fotografować po to, żeby odkryć jej ukryte piękno. Czy pooperacyjna blizna na brzuchu, wykonana na przykład w trakcie cesarskiego cięcia, jest sexy?
Nieprzypadkowo chodzi o raka piersi. Spośród różnych rodzajów nowotworów to właśnie rak piersi jest najbardziej medialny. Kto by chciał zajmować się rakiem odbytu albo rakiem kości? Rak piersi cieszy się natomiast sporą popularnością i gdyby zrobić onkologiczny ranking, z pewnością zająłby w nim pierwsze miejsce.
Nie masz piersi? To nic
Miejsce kobiecych piersi we współczesnej kulturze jest już mniej jednoznaczne. Piersi są atrybutem kobiecości, a nawet z kobiecością są utożsamiane, co skutkuje niekiedy niezgłaszaniem się do lekarza przez kobiety, które wyczują u siebie guzy. Chodzi o to, żeby piersi chronić. Chirurdzy onkolodzy, także w Polsce, wychodzą, być może mimowolnie, naprzeciw tym oczekiwaniom, coraz częściej wykonując operacje oszczędzające zamiast mastektomii. Brak piersi nie jest jednak koniecznością także wtedy, gdy do mastektomii dojdzie. W ramach świadczeń, oferowanych przez NFZ, wykonywane są rekonstrukcje piersi. Wystawa „Niejedna z Jedną” skupia się natomiast tylko na jednym, ale przecież nie jedynym scenariuszu, utożsamiając raka piersi z brakiem piersi.
Piersi są też jednym z symboli seksualnej atrakcyjności, co doprowadza do paradoksalnych sytuacji. Widok kobiecych piersi nikogo chyba już nie dziwi, gdy bardziej lub mniej odsłonięte pojawiają się na billboardach czy okładkach gazet, ten sam widok jest jednak kontrowersyjny, gdy kobieta karmi dziecko w miejscach publicznych. Współczesna kultura nie poświęca zbyt wiele uwagi piersiom pozbawionym seksualnych skojarzeń, na przykład wtedy, gdy służą one tylko (?) do karmienia. Kultura ta nieporównywalnie gorzej obchodzi się jednak z kobietami, które piersi nie mają. Konstruowanie kobiecej tożsamości w oparciu o posiadanie piersi sprawia, że kobieta bez piersi podważa obowiązujące klasyfikacje, a tym samym oczywistość świata takiego, jaki znamy. Ten skandaliczny brak jest powodem dużego zainteresowania rakiem piersi.
Piersi są wreszcie integralną częścią kobiecego ciała. Mamy z nimi różne relacje, lubimy je albo ich nie znosimy, na pewno jednak jesteśmy do nich przywiązane. Troszczymy się o nie na różne sposoby i nie wyobrażamy sobie, żeby mogło ich nie być.
Tę plątaninę znaczeń przecina rak piersi. Jednak nawet wtedy, gdy przetnie ją drastycznie, czyli mastektomią, przedstawienie z piersiami w roli głównej trwa nadal. Nie masz piersi? To nic. Zrobimy ci makijaż, uczeszemy, rozbierzemy. W końcu została ci jeszcze blizna po piersi, nawet ona nadaje się do zdjęć. Uwodzi.
.jpg)
fot.: Agnieszka Kłos
Maszerować na badania
Rak piersi czy jakikolwiek inny złośliwy nowotwór jest doświadczeniem traumatycznym: roznosi dotychczasowe życie w drobny mak. Człowiek, często z dnia na dzień, staje się pacjentem, czyli istotą czekającą. Na wizytę u lekarza, na ustalenie daty operacji, na samą operację. Zwyczajne do tej pory życie, które zgodnie z mniejszą albo większą rutyną, upływało tak jakby to była najbardziej oczywista pod słońcem rzecz, przestaje się liczyć, bo jest rak. Przy panującym wciąż przekonaniu, że rak kończy się śmiercią, wystawa „Niejedna z Jedną” jest szansą na zmianę takiego podejścia. Pokazuje uśmiechnięte, zadowolone kobiety, które po leczeniu wróciły do normalnego życia.
Wystawa ma jednak także inny cel: chodzi o uświadomienie młodym kobietom tego, że je także może to spotkać. To, czyli rak piersi. W związku z czym powinny dbać profilaktykę, badać się przed lustrem, prosić ginekologa o takie badanie, w razie niepokojących sygnałów zrobić USG albo mammografię. To przesłanie także budzi wątpliwości. W świetle najnowszych badań, kontrolowanie najmniejszych zmian, wiążące się z ze zrobieniem USG albo mammografii, a następnie biopsji, niestety nie gwarantuje kobiecie zachowania zdrowia, może natomiast ją tego zdrowia pozbawić. Irena Cieślińska pisze o tym w artykule
„Mammografia. Cała prawda czy półprawdy”, który ukazał się na łamach „Przekroju”. Czytamy w nim: „Dlaczego nie mówi się kobietom o możliwych zagrożeniach związanych z badaniem piersi? O tym, że być może będą leczone, chociaż objawy choroby mogłyby im nigdy nie zagrozić? O licznych fałszywych wynikach dodatnich? A nawet – choć może i nie jest to sprawa pierwszej wagi – dlaczego przed mammografią nie zawsze uprzedza się, że bywa ona bardzo bolesna? Dlaczego nasi lekarze uważają, że nie dorosłyśmy do całej prawdy? (cały artykuł jest godny polecenia). Artystki, modelki i organizatorki projektu „Niejedna z Jedna” przyłączają się natomiast do chóru, gloryfikującego profilaktyczne badania, pokazując tylko ich jasne strony. Mamy nosić różowe wstążeczki, dawać sobie szansę i maszerować na badania. Chociaż nie ma pewności, czy ten marsz nie wyrządza więcej szkody niż pożytku.












