Poznańska dżungla
2010-07-29 08:39
Małgorzata ma pięćdziesiąt dwa lata, z wykształcenia jest anglistką. Pół życia przepracowała ucząc w szkole języka angielskiego oraz dorabiając jako tłumacz symultaniczny. Od prawie dziesięciu lat nie widzi, na lewe oko w ogóle, na prawe niewiele.
Tragiczne wakacje
Wzrok zaczął nagle się pogarszać, gdy była z mężem w Egipcie. Zafundowali sobie wycieczkę z okazji rocznicy ślubu. Miał być tydzień totalnej beztroski, jazda na wielbłądach, zwiedzanie piramid, pełna sielanka, która jednak skończyła się w szpitalu. Lekarze do dziś nie wiedzą co było przyczyną utraty wzroku, nie wykluczają, że zaatakował jakiś bliżej nieznany wirus, od których aż roi się w Afryce. Do kraju Małgorzata wróciła załamana.
Musiałam zrezygnować z pracy w szkole, która była moim powołaniem – mówi. Najpierw próbowałam się tam jakoś utrzymać, ale młodzież zwyczajnie wykorzystywała to, że nie widzę. Na sprawdzianach ściągali na prawo i lewo, kłamali mi jak z nut. Nie nadawałam się już do tego. Tym sposobem Małgorzata wylądowała na stałe w pustym mieszkaniu, opuszczonym przez studiujących już synów i często pracującego poza domem męża. Początki były koszmarne.
W ciągu miesiąca wzrok pogorszył się w takim tempie, iż ze zdrowego człowieka przemieniła się w chodzącą przy ścianach niewidomą. Poza niewyraźnymi konturami, które majaczyły jej w świetle dnia, nie widziała nic. Dopóki nie zaopatrzyła się w zegarek z głosem informującym o godzinie, nie była pewna czy jest już noc czy nadal dzień. Nie poznawała własnego mieszkania. Do dziś pamięta swoje ciało w siniakach, których dorabiała się przy kolejnych potknięciach i upadkach. Płakała z bezsilności. Z pomocą przyszła sąsiadka, Anna.
Grunt, to dobrzy sąsiedzi
Wcześniej nie utrzymywały ze sobą bliższego kontaktu. Poza zwyczajowym ‘dzień dobry’ nie odzywały się do siebie w ogóle. Małgorzata nie miała na to czasu, praca, dom, rodzina – wszystko to zajmowało ją bez reszty. Pewnego dnia, wracając z warzywniaka, potknęła się na klatce schodowej i Anna, która usłyszała hałas, pomogła jej pozbierać zakupy. W ramach wdzięczności Małgorzata zaprosiła ją na kawę. Od tej chwili zyskała prawdziwą bratnią duszę.
Dzięki Annie świat w ciemności przestał być aż tak przerażający. Pojawiła się pewność, że w razie czego będzie do kogo zwrócić się o pomoc. To Anna znalazła informację o poznańskiej Poradni dla Niewidomych i po długich namowach zaprowadziła tam Małgorzatę. Wizyty w poradni nauczyły ją sporo, nie tylko jak radzić sobie z chorobą, także jak omijać pułapki wielkiego miasta, jakim jest Poznań.
Poznań niczym dżungla
Na początek Małgorzata zaopatrzyła się w białą laskę. Gdy wychodzi z nią na miasto, czuje się bezpieczniej. Raz, że nie uderzy głową w przypadkowy słup, dwa, że inni widząc ją z laską wiedzą, czego mogą się po niej spodziewać. Mimo wszystko, nie lubi wychodzić na miasto sama, jest wtedy zdana na łaskę i niełaskę obcych ludzi. Kiedyś poprosiła o wskazanie drogi młodego chłopaka, tak ją zamotał, że pół dnia zajął jej powrót do domu. Najgorzej jest, gdy w pobliżu nie ma żywej duszy, wtedy o panikę nietrudno.
Ubolewa nad tym, że nie wszystkie przejścia dla pieszych są udźwiękowione. Na ruchliwych ulicach czuje się jak na polu minowym. Czasem uliczny hałas nie pozwala wyłapać skąd nadjeżdża pojazd. Trzeba pytać, ciągle pytać, zadawać setki pytań. Małgorzata tego nie znosi, czuje się upokorzona. Przełyka wstyd, gdy zalicza upadek na nierównym chodniku, czuje wtedy na sobie współczujące spojrzenia przechodniów. Wie, że musi się do tego przyzwyczaić, w Poznaniu dziury są wszędzie. O oblodzonych chodnikach zimą już nie wspomina.
Książki do słuchania
Mimo tych niedogodności życie w Poznaniu jest całkiem znośne. Kiedyś często wyjeżdżali z mężem na wycieczki rowerowe. Malta, Sołacz, Cytadela, poznańskie przedmieścia nie miały przed nimi tajemnic. Teraz Małgorzata na rower już nie wsiądzie, rzadko daje się namówić na niedzielny spacer. Chodzenie po omacku nie sprawia jej żadnej przyjemności. Woli usiąść na kanapie i włączyć jakąś nastrojową muzykę. To jedna z niewielu rozrywek, jakie jej pozostały. Synowie często kupują jej nagrane na płytach książki. Na początku była nimi zafascynowana, cieszyła się, że nie została pozbawiona kontaktu z literaturą. Pierwszy zachwyt szybko minął, gdy przekonała się, że słuchanie książek potrafi być bardzo męczące. A może to już jej umysł nie funkcjonuje tak sprawnie, jak kiedyś, ma w końcu przeszło pięćdziesiąt lat. Za późno też, by uczyć się alfabetu Braille’a, na niewiele zresztą by się jej przydał. Bardzo mało jest książek przetłumaczonych na alfabet.
Czasem mąż robi jej niespodziankę i zabiera na miasto. Wychodzą wtedy do jakiejś knajpki z muzyką, odwiedzić znajomych, albo do opery. To taka alternatywa dla teatru, który oboje uwielbiają. Skoro Małgorzata nie może zobaczyć co dzieje się na scenie, to chociaż usłyszy. Żalu za brakiem możliwości naocznego podziwiania baletu nie pozbędzie się jednak nigdy.
Z innych rozrywek nie korzysta, bo nie są już dla niej. Telewizora nie obejrzy, nigdy zresztą za nim nie przepadała. Czasem, gdy cisza zaczyna jej przeszkadzać, włącza radio. Lubi też usiąść na balkonie, albo na ławce w parku niedaleko bloku, w którym mieszka. Posłucha ptaków, szumu fontanny, śmiechu biegających wokół dzieci. Teraz zaczęła dostrzegać inne piękno życia, na które wcześniej nie zwracała uwagi. Brakuje jej jednak jego wizualizacji.
Zamiana na lepsze
Małgorzata chciałaby, by w Poznaniu bardziej dbano o niewidomych. Słyszała o filmach ze specjalną audiodeskrypcją, wyświetlanych specjalnie dla nich, ktoś jednak jej powiedział, że niewiele się z nich wynosi. Ciężko jest przyswoić ogromną dawkę informacji naraz. Ważne jednak, by jakieś działania dla niewidomych były podejmowane.
Dobrze byłoby też, gdyby w urzędach i wszelkich publicznych placówkach wyznaczona została osoba do pomocy niepełnosprawnym. Ktoś, kto wskaże drogę, wytłumaczy co trzeba załatwić albo pomoże dostać się do budynku. W Poznaniu takich osób nie ma. Czasem pomoże szatniarz lub ochroniarz, nie zawsze jednak mogą oni opuścić swoje stanowisko pracy i wtedy trzeba sobie radzić samemu. Małgorzata ciągle się tego uczy.
Małgorzata jest rówieśniczką pełnosprawnej Justyny. O Justynie przeczytasz tutaj.













