Przejdź do treści

Pies asystujący a PTSD

Zdjęcie: pies asystujący i mężczyzna

Autor: Martyna Sergiel

Pies asystujący jest w stanie wyczuć i sygnalizować zbliżające się ataki paniki oraz reagować w sytuacjach silnego stresu.

Tego typu psy są dopasowywane i szkolone indywidualnie z uwzględnieniem potrzeb danej osoby. Psy pracują wyłącznie z jednym opiekunem. Zdaniem specjalistów mogą stanowić wsparcie w codziennym życiu ludzi z PTSD oraz być wsparciem w terapii. Pies nigdy nie może być traktowany jako zastąpienie leczenia, regularnych wizyt u lekarza psychiatry oraz psychoterapii.

Pies Tofi trafił do mieszkającego w Poznaniu Pana Grzegorza dzięki programowi „Pies dla Weterana – Nowy Front Walki z PTSD”. Projekt współtworzy Fundacja Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Pies został przygotowany przez ekspertów z organizacji Labrador – Pies Przewodnik.

Poznańska fundacja stworzyła pionierski w skali kraju projekt obejmujący szkolenie psów wspierających terapię osób z PTSD. Czworonogi są przygotowywane między innymi do wybudzania weterana przeżywającego we śnie traumatyczne zdarzenia z minionej misji wojennej.

Psy asystujące – sygnalizujące są również w stanie rozpoznać zbliżający się atak paniki u osób z PTSD, odwracając uwagę właściciela, mogą pomóc mu odgonić i opanować lęk.

Projekt był przygotowany głównie z myślą o żołnierzach powracających z misji. Jak powiedziała Polskiej Agencji Prasowej prezeska fundacji Irena Semmler, wojsko nie było nim zainteresowane.

PTSD nie mija wraz z upływem czasu. Przez lata nie do końca wiedziałem, coze mną jest. Nierzadko żyłem w nieustannym napięciu, miałem poczucie takiego wewnętrznego paraliżu. Nie mogłem się właściwie wyspać, bo na baczność zrywał mnie najmniej spodziewany szelest. Nagłe, złe wspomnienia, tzw. flashbacki, pojawiały się w czasie jazdy autem. Organizm gwałtownie reagował na zgrzyt metalu, na odgłos eksplozji – wypowiadał się na łamach Polskiej Agencji Prasowej Grzegorz Trawiński.

Co więcej powiedział też, że Tofi zdecydowanie zmienił komfort jego funkcjonowania.

Poczułem nagle ogromną ulgę i spokój. Stale mam obok siebie kogoś, kto mi towarzyszy i w razie potrzeby mi pomoże. Dla mnie to są nowe okoliczności, bo nigdy nie miałem psa. Tofi cały czas mnie bacznie obserwuje – dobrze mi to robi. Przy nim mogę zapomnieć o tamtych złych historiach – powiedział żołnierz dziennikarzom PAP.

Swoją funkcję pies potwierdził już kilka miesięcy temu, jeszcze w ciągu szkolenia. Podczas pobytu w domu weterana wybudził go z nieprzyjemnego snu.

Pamiętam, że obudził mnie mokry nos i łapy na mojej klatce piersiowej – tłumaczył na łamach PAP Grzegorz Trawiński.

Weteran przyznał, że o takiej formie wsparcia terapeutycznego dowiedział się przez szczęśliwy zbieg okoliczności. W trakcie wizyty u terapeutki zauważył na ścianie kalendarz z labradorami wydany przez poznańską fundację. Nowego domownika pokochała cała rodzina, choć musiała zaakceptować, że pies, zamiast się bawić, będzie w pracy.

To ja w domu mogę go karmić, to ja z nim wychodzę. Gdy pies mi nie pomaga, chętnie się ze wszystkimi bawi. Jednak, kiedy gdzieś wychodzimy, to zawsze idzie przy mnie i wtedy nie ma ani głaskania, ani rozpraszania – opowiadał na łamach PAP weteran.

Pies ma specjalną uprząż i jest oznaczony jako pies asystujący. Grzegorz Trawiński podkreślił, że dotąd nie spotkał się z próbami wyproszenia psa z miejsc użyteczności publicznej.

Wraz z psem i jego trenerem odwiedziliśmy okoliczne sklepy już jakiś czas temu, więc teraz nie ma żadnych problemów ani uwag. Nie było też kłopotów, gdy wsiadałem do autobusu lub gdy wchodziłem do galerii handlowej. W razie czego zawsze mam przy sobie stosowny dokument odnoszący się do psa – powiedział.

Zdaniem Trawińskiego warto, by psy asystujące były częściej wykorzystywane do pomocy weteranom. Jego znajomi z misji żywo interesują się postępami we współpracy z labradorem.

Wypytują mnie o tego psa. Tłumaczę im, że robi naprawdę bardzo dużo pozytywnych rzeczy dla mojego samopoczucia. Moja rodzina też jest już spokojna, bliscy widzą, że jestem szczęśliwy. Dużo moich kolegów myśli, że skoro misje w Afganistanie czy Iraku były lata temu, to problemy już ich nie dotyczą, że to przeszłość – to tak nie jest– zaznaczył.

Grzegorz Trawiński powiedział, że uczestnicy misji poza granicami kraju różnie sobie radzą po powrocie do domu. Bywa, że przestają się trzymać.

W minionym roku byłem chyba na trzech pogrzebach weteranów. Tam na PTSD nałożyły się też inne problemy. Uczestnicy misji poza granicami kraju czasem nigdy z nich nie wracają – nawet gdy od lat są już w Polsce: żyją przeszłością, przeżywają historie, które kiedyś, gdzieś tam im się przytrafiły. Zdarzają się ucieczki w nałogi, w hazard. Jest poczucie wyobcowania, niezrozumienia, napady furii. Zdarzają się rozsypane związki i małżeństwa. Przy tym wszystkim pies asystujący nie jest jakąś fanaberią – to szansa na lepsze, bardziej poukładane życie. Pozwala wrócić do rzeczywistości – powiedział.

Aby móc ubiegać się o psa asystującego, weteranom potrzebne jest orzeczenie o niepełnosprawności. Grzegorz Trawiński przyznał, że może to stanowić barierę, ponieważ dawni uczestnicy misji poza granicami kraju nie chcą być postrzegani jako osoby wymagające wsparcia. Jego zdaniem orzeczenie o niepełnosprawności może także ograniczać możliwości zawodowe.

Przygotowanie psa było możliwe dzięki finansowemu wsparciu Fundacji Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Pomoc weteranom, którzy po powrocie z misji mierzą się z niewidzialnymi ranami, jest dla nas szczególnie ważna. Projekt „Pies dla Weterana – Nowy Front Walki z PTSD” pokazuje, że dobrze zaplanowana pomoc może realnie zmodyfikować czyjeś codzienne życie – powiedziała na łamach PAP prezes Fundacji Polskiej Grupy Zbrojeniowej Justyna Wawrzyńska-Bąk.

Prezeska Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador, Irena Semmler wyjaśniła, że pies przewodnik pomagający osobie niewidomej posiada ściśle określony kanon umiejętności: prowadzenie, oznaczanie schodów i krawężników, skręty, wskazywanie drzwi czy miejsca na przystanku tramwajowym. W przypadku psów dla osób z PTSD szkolenie jest odpowiednio zindywidualizowane.

Pies specjalizujący się w pomocy osobom z PTSD szkolony jest przez ok. 20 miesięcy. Rok trwa szkolenie podstawowe, resztę czasu zabiera szkolenie specjalistyczne. Pod uwagę brane są zdania specjalistów, tj. psychiatry, psychoterapeuty, instruktorów szkolenia psów, ale także potrzeby i oczekiwania osoby, do której zwierzę ma trafić.

Po zakończonym procesie szkoleniowym pies potrafi odpowiednio ochronić swojego opiekuna: umie rozpoznać nietypowe zachowanie oraz zapach, jaki człowiek wydziela w momencie wzrostu poziomu stresu.

Gdy jest taka potrzeba, pies może na niego naskakiwać, trącać go lub ciągnąć za odzież – robi wszystko, by zwrócić na siebie uwagę i przywrócić opiekuna do realności. Może też tworzyć tzw. bezpieczną strefę – w przypadku lęków społecznych ustawia się w odpowiedni sposób i odgradza opiekuna od innych ludzi, uniemożliwiając zbyt bliski kontakt.

Może również odprowadzić go w bezpieczne miejsce, gdy coś zaczyna się dziać – powiedziała Irena Semmler.

Weteran chcący ubiegać się o psa asystującego musi spełnić szereg kryteriów. Wśród nich są między innymi brak nałogów lub co najmniej dwuletnia abstynencja oraz brak prób samobójczych, względnie dwuletni czas od ostatniego takiego epizodu.

Ponadto, weteran musi pozostawać pod specjalistyczną opieką lekarską. Wskazane jest by żołnierz znajdował się już poza czynną służbą wojskową.

Opracowano na podstawie: https://niepelnosprawni.pl/informacje/pies-asystujacy-tofi-wspiera-weterana-misji-w-afganistanie-w-terapii-ptsd.

Dodaj komentarz