Przejdź do treści

Sytuacje stresowe w życiu Rodziców osób z niepełnosprawnościami

Kolaż zdjęć, paulina makki - bohaterka wywiadu która opowiedziała w nim o swoich doświadczeniach dotyczących stresu związanego z wychowywaniem dzieci

Autor: Tomasz Wojczak

Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, prezentujemy Wam drugi wywiad dotyczący tego, jak rodzice osób z niepełnosprawnościami radzą sobie ze stresem. Tym razem moją rozmówczynią jest Pani Paulina Makki. Moja interlokutorka opowiedziała mi o sytuacjach, które wyzwalają u niej stres i jej sposobach radzenia sobie z nim.

Tomasz Wojczak: Pani Paulino, na jakie sytuacje z codziennego życia reaguje Pani stresem?

Paulina Makki: Jestem mamą ośmioletniego chłopca w spektrum autyzmu. U mojego syna występuje stereotypia związana z rzucaniem różnego rodzaju przedmiotami. Moje dziecko wie, że nie powinno rzucać i wie, też że nie może, ale w niektórych sytuacjach nie jest w stanie nad tym zapanować i po prostu rzuca. Sytuacje te, są dla mnie bardzo stresujące, gdyż obawiam się o to, by moje dziecko nie zrobiło komuś krzywdy lub nie uszkodziło czegoś. Czasem też, obawiam się reakcji ludzi znajdujących się jego w otoczeniu. Ponadto stres wywołują u mnie zachowania agresywne, które pojawiają się czasem u mojej pociechy. Dzięki temu, że Staś bierze teraz inne leki, częstotliwość jego zachowań agresywnych się zmniejszyła. Zdarza się, czasem, że moje dziecko trzyma w ręku jakiś przedmiot, którym mogłoby zrobić sobie krzywdę. Próbuję mu wówczas zabrać tę rzecz, odwracając jego uwagę – czasem mi się to udaje. Jednak w momencie, gdy odbiorę mu ten przedmiot i nie uda mi się zająć Stasia czymś innym, to w pierwszym momencie pojawia się u niego konsternacja. Moje dziecko po pewnym zaczyna się rzucać, krzyczeć, kopać i gryźć. Wówczas, tak naprawdę nie wiadomo, czy  Staś nie zrobi sobie lub komuś krzywdy, nim zdążę go spacyfikować i uspokoić. Zachowania agresywne, u mojego syna mają związek z tym, że w chwili obecnej komunikuje się on za pomocą prostych i krótkich zdań. Z tego powodu, musimy się czasem domyślać o, co chodzi Stasiowi. Nie zawsze potrafimy zrobić to poprawnie. Trzy razy zdarzyły się również innego rodzaju sytuacje, które bardzo mnie zestresowały. Polegały one na tym, że mój syn idąc chodnikiem, nagle z niezrozumiałych dla mnie powodów, wbiegł na jezdnię i kierowca auta musiał hamować z piskiem opon. Na szczęście nic nikomu się nie stało. Mój syn, kilka razy uciekł mi i musiała go szukać policja. Jego największa ucieczka miała miejsce w trakcie przedszkolnego festynu. Moje drugie dziecko weszło na ścieżkę sensoryczną i potrzebowało ode mnie pomocy, by z niej zejść. Podałam rękę mojej córeczce i  w chwili gdy to zrobiłam, Staś po prostu znikł. Nie mogłam go nigdzie znaleźć. Zaalarmowałam wszystkich uczestników festynu i wezwałam policję.  Po 45 minutach Stasia znalazł pan woźny. Na szczęście mojemu synowi nic się nie stało, ale jego ucieczka była dla mnie bardzo stresująca.

T.W.: Jak na głośne zachowania Stasia reagują sąsiedzi?

P.M.: Moja sytuacja pod tym względem jest lepsza niż osób mieszkających z dziećmi ze spektrum autyzmu w blokach lub kamienicach. Ludzie ci mają sąsiadów z góry i dołu oraz z boku. Dziecko z ASD często biega, tupie i  krzyczy. Jednak zdarzyło mi się kilka sytuacji z sąsiadami, które były dla mnie stresujące. Wiadomo, że są ludzie którzy rozumieją,  że moja pociecha jest osobą neuroróżnorodną, a są i tacy, którzy zachowują się tak, jak gdyby nie do końca wiedzieli, z czym się to wiąże. Pewnej nocy spałam z moimi dziećmi. Staś wcześniej rano wyślizgnął się po cichutku z łóżka i wybiegł z domu do ogrodu. Przez pewien czas bawił się w śniegu. Było to wczesnym rankiem. Obudziłam się, przebrałam syna i po chwili do moich drzwi zapukała policja, wezwana przez sąsiadów. Innym razem sąsiad wezwał policję, zarzucając mojemu synowi, że dewastuje jego mienie. Było to, po tym jak zabrałam z ogrodu wszystkie rzeczy, którymi moje dziecko mogłoby rzucać. Został tylko piasek. Okazało, się że Stanisław rzucił sąsiadowi na dach z plecy trochę piachu. Policjanci, po zbadaniu sprawy udzieli mi w związku z zaistniałą sytuacją jedynie pouczenia.  Ze względu na zachowania Stasia wynikające ze stereotypii na rzucanie, musiałam również powiększyć płot – ogrodzenie mojego ogrodu jest dwumetrowe! Myślę, jednak, że w chwili obecnej część z osób mieszkających w pobliżu mnie pogodziło się z nueroatypowośćią Stasia.

T.W.: Osoby ze spektrum autyzmu cechują się tym, że lubią mieć z góry ustalony porządek dnia. Czy dotyczy to również Pani syna i czy czasem jest to dla Pani stresujące?

P.M.: Tak, dotyczy to również Stasia. Z tym, że myślę że moje dziecko nie do końca jest tego świadome. Stanisław na zmiany w porządku dnia na początku reaguje, tak jakby nic się nie stało i  wydaje się nam, że je zaakceptował. Mój syn po pewnym czasie – najczęściej jest to okres obejmujący niepełny dzień – reaguje na zmiany w harmonogramie dnia agresją i rzucaniem różnego rodzaju przedmiotami. Dzieje się, to pomimo tego, że wprowadzenie każdej zmiany w porządku dnia dokładnie Stasiowi tłumaczę. Gdy zapytam się go, o przyczynę jego wybuchu złości, to najczęściej odpowiada, że nie wie dlaczego tak zareagował. Tymczasem reakcja mojego dziecka wynika, z tego, że doszło do zmiany, która zakłóciła mu harmonogram jego codziennych i powtarzalnych czynności. Jego frustracja i złość wynikają z lęku przed zmianą i narastającego stresu. Pomimo moich tłumaczeń, Staś nie rozumie dlaczego doszło do zmiany i w wyniku tego, nie radzi sobie z tym, że się jej bardzo boi.  Tego stresu początkowo nie widać – jego negatywne reakcje na nowe sytuacje, często następują dopiero po wspólnym powrocie do domu – w dobrze znane mu i bezpieczne miejsce.

T.W.: Czy zechciałaby Pani podzielić się z Czytelniczkami i Czytelnikami naszego portalu swoimi sposobami, dzięki którym regeneruje Pani swój układ nerwowy i radzi sobie ze stresem?

P.M.: Mam swoje ulubione sposoby radzenia sobie ze stresem – chętnie o nich opowiem. Moje dzieci wymagają bardzo dużej uwagi. Jeśli jestem z nimi w domu i czuje, się z jakiegoś powodu przytłoczona, to wyłączam w domu całą elektronikę i zasłaniam częściowo okna. Jeśli w pomieszczeniu jest trochę ciemniej, to dzieci trochę się uspokajają. Często wówczas czytam im bajki, bawimy się w głuchy telefon lub śpiewamy. Ponadto po zaśnięciu dzieci, co drugi dzień odreagowuje stres, biorąc gorącą półgodzinną kąpiel. Gdy dzieci są w przedszkolu staram się zadbać o siebie – farbuję włosy lub idę zrobić sobie paznokcie. Ponadto bardzo lubię śpiewać i tańczyć. Kocham te dwie czynności – są to moje pasje, które towarzyszą mi od dzieciństwa i które dają mi wiele radości. Wszystkie te czynności poprawiają mój dobrostan, dając mi ważne poczucie, że jestem nie tylko mamą, lecz również  kobietą i człowiekiem.

T.W.: Bardzo dziękuję za rozmowę!

P.M.: Również dziękuje!

Uwaga! Na portalu siepomaga.pl prowadzona jest zbiórka, dzięki której każdy z nas może wspomóc rehabilitację Stasia!

Wywiad został zrealizowany w ramach projektu zatytułowanego „Wsparcie i wzmocnienie opiekunów nieformalnych – program przeciwdziałania wypaleniu opiekuńczemu”, który współfinansowany jest ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego.

Okres realizacji projektu: 01.04.2025r. – 31.12.2025r.

Całkowita wartość projektu: 78 700,00 zł.

Dodaj komentarz