Doświadczyłem tego życia

Zdjęcie Janusza Eichnera

Monika Łysek rozmawia z Juliuszem Eichnerem.

Juliusz Eichner dobrze wie, co znaczy mieszkać na dworcu. Dzięki wsparciu dobrych ludzi wyszedł na prostą i teraz, mimo swojej niepełnosprawności, aktywnie pomaga poznańskim bezdomnym, angażując się w działalność stowarzyszenia Zupa na Głównym.

Jak pan trafił do Stowarzyszenia Zupa na Głównym?

Jakiś czas temu przechodziłem z koleżanką przez dworzec i zauważyłem, że jest grupa ludzi, która przyszła zjeść zupę, wypić kawę i zjeść słodkie. Na początku sami potrzebowaliśmy pomocy, więc zjedliśmy posiłek. Za jakiś czas zaczęliśmy pomagać wolontariuszom, rozdając łyżeczki i miseczki. I tak zacząłem działać na dworcu. Potem akcja rozdawania jedzenia przeniosła się pod tunel na Dworcu Zachodnim.

Teraz mamy pandemię koronawirusa. Czy w związku z tym zmienił się charakter pomocy poznańskim bezdomnym?

Nadal, w każdą sobotę rozdajemy jedzenie. Jednak ponieważ jest pandemia, to trzeba zachować dystans w kolejce. Jakiś czas temu stowarzyszenie Zupa na Głównym dostało lokal od miasta, w którym wolontariusze gotują zupę i przywożą ją na Dworzec Zachodni o 18-stej. Przed pandemią ja wraz z koleżanką rozdawaliśmy miseczki i łyżeczki. Do miseczek dziewczyny rozlewały zupę. Było jeszcze słodkie, czyli ciasto i kawa. Tak było przed pandemią.

Rozumiem, że teraz, gdy koronawirus się rozprzestrzenia, zmieniły się zasady wydawania posiłków?

Tak. Zachowany jest dystans w kolejce. Wolontariusze noszą maseczki i rękawiczki. Jedzenie rozdajemy w formie paczuszek, ale też rozlewamy zupę tak, jak to było do tej pory.

Czy wcześniej, zanim zaangażował się pan w działalność stowarzyszenia, zetknął się pan z problemem bezdomności?

Tak. Sam byłem osobą bezdomną. Miałem nieciekawą sytuację w domu. Często uciekałem z domu. Tułałem się po mieście. Tułałem się po różnych ośrodkach dla bezdomnych. Potem trafiłem do koleżanki, no i teraz jestem na mieszkaniu treningowym, które dostałem ze Stowarzyszenia na Tak. Staram się o mieszkanie od miasta, ale aby je otrzymać muszę iść do pracy, bo niestety moja renta nie wystarcza na pokrycie kosztów.

Jak na akcje stowarzyszenia na Dworcu Zachodnim reagują osoby postronne, przechodnie?

Zależy, na jakich ludzi się trafi. Często ludzie myślą, że jak ktoś jest bezdomny i pije alkohol, to praktycznie nie istnieje. A to nie do końca jest prawda. Owszem większość tych ludzi pije alkohol, ale też bardzo często są głodni, dlatego w ciągu tygodnia chodzą do sióstr zakonnych, gdzie też mogą liczyć na talerz zupy.

Picie alkoholu to duży problem wśród osób bezdomnych. Aby skorzystać z noclegowni lub ze schroniska, trzeba być trzeźwym…

Tak. Teraz zaczyna się okres jesienno-zimowy i straż miejska, pracownicy MOPR-u i schronisk dla bezdomnych chodzą po różnych koczowiskach, po opuszczonych budynkach i pytają się, czy ktoś nie chciałby skorzystać ze schronienia. Jednak wiadomo, że tam nie wolno pić i nie wszyscy chcą korzystać z takiej pomocy. Jednak część osób idzie i korzysta z takiej pomocy. W Poznaniu jest też „Barka”, która wspiera bezdomnych. Bezdomni to ludzie, którzy stracili rodziny i cały dobytek. Część z nich chce pomocy i korzysta z niej, pomału odzyskując swoje życie. Ci, którzy nie chcą wsparcia, to jest ich wybór.

Mówi to Pan z własnego doświadczenia?

Tak. Przez pewien czas mieszkałem na ulicy. Było mi bardzo ciężko i wiem, jak to jest. Ludzie, którzy mieszkają normalnie, mają rodziny, krzywo patrzą na bezdomnych, bo wiadomo, że brzydko od nich pachnie. Doświadczyłem tego życia, więc wiem, jak to wygląda.

Co by pan zrobił, mając taką moc sprawczą, aby pomóc poznańskim bezdomnym?

Oprócz zupy, którą co tydzień dostarczamy, ludzie potrzebują ubrań… Jeszcze nie powiedziałem, że oprócz nas, rozdających jedzenie, na dworzec przychodzą medycy, którzy opatrują rany. Jest ich chyba czterech i też są wolontariuszami.

No właśnie. Działanie stowarzyszenia opiera się na pracy wolontariuszy. Są nimi też osoby, gotujące zupy. Skąd macie na nie produkty?

Dostajemy pieniądze od miasta na zakup produktów, z których robione są zupy. Część osób zaangażowanych w pracę tam piecze ciasta, czasem ktoś coś przyniesie, więc tak to działa.

Sądzi pan, że takie działanie ma sens?

Myślę, że tak. Człowiek bezdomny, nawet jeśli pije alkohol, to potrzebuje wsparcia. I my staramy się im je okazać.

Czy z bezdomności można wyjść?

Tak, jeśli człowiek tego chce. To musi być wybór i dobra wola człowieka. Jeśli ktoś chce wyjść z bezdomności i na nowo sobie ułożyć życie, to jak najbardziej. Nie można nikogo zmusić. To nie jest na zasadzie, że ktoś podejdzie do kogoś i powie: słuchaj, to musisz zrobić. To musi być jego decyzja.

A jeżeli ktoś chce wyjść z bezdomności, to na jaką pomoc może liczyć?

Wtedy musi się zgłosić do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, gdzie opowiada o swojej sytuacji. Wówczas dają mu pokój w schronisku dla bezdomnych, gdzie może przenocować, umyć się i przebrać. Jeśli osoba ma jakikolwiek dochód, to musi zapłacić za pobyt, a jeśli nie to wtedy dają mu pracę i musi odpracować utrzymanie. Jest to pierwszy krok, który pomaga wyjść na prostą.

Dziękuję za rozmowę.

Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030.