Autor: Martyna Sergiel
Cenię moją pracę właśnie za tego rodzaju historie. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o Piotrze nie wiedziałam, że poznanie go tak silnie wpłynie na moje spojrzenie na trudności.
Piotr woli chyba określenie „wyzwania” i to najbardziej w nim podziwiam. Sformułowanie „trudności” zbyt pejoratywnie brzmi i każe nam – osobom z niepełnosprawnościami – postrzegać siebie w kategoriach „ofiar”.
To tylko słowo, ale od razu obciąża narrację i kieruje ją w stronę skrajności, a tego chciałabym uniknąć. Wyzwanie znacznie lżej się kojarzy i tak chyba powinniśmy patrzeć na nasze życie.
A niewątpliwie tak patrzy na nie mój rozmówca. Zawodnik Olimpiad Specjalnych, który mając 13 lat wziął udział w zawodach na Alasce, pływak, narciarz i aktor teatralny. Nie zatrzymuje się ani na moment i myślę, że to jest jego największa wygrana. Życie byłoby o wiele prostsze gdybyśmy robili w nim dwie rzeczy: działali i nie spoglądali za siebie. To chyba najlepsza recepta, która pozwala Piotrowi cieszyć się tym, co ma.
Zainteresowanych tematem oraz tych, którzy chcieliby poznać bliżej tego niezwykłego mężczyznę, zachęcam do lektury. W wywiadzie tym Piotr obrócił moje spojrzenie na rzeczywistość o 180 stopni. Rozmowa z nim pozostanie we mnie na długo… Z Piotrem Bartoszewskim rozmawia Martyna Sergiel.
Piotrze, jesteś bardzo aktywny: grasz w teatrze, pływasz, uprawiasz narciarstwo alpejskie. Dlaczego twoim zdaniem warto być aktywnym w życiu i co ci dają twoje pasje?
Piotr Bartoszewski:Lubię, kiedy ludzie mnie rozpoznają i gratulują mi moich sukcesów. To sprawia, że nie czuję się gorszy. Lubię być aktywny, bo to daje mi przyjemność i satysfakcję. Lubię, jak się dużo dzieje, uwielbiam pływać. Nie lubię być bierny. Działanie przynosi mi poczucie spełnienia i samorealizacji. Jestem szczęśliwy, że każdego dnia mogę robić, to co lubię. Mogę przez to być między ludźmi, wychodzić do nich i pokazać, co potrafię.
Co takiego (poza korzyściami typowo zdrowotnymi) daje Ci uprawianie sportu?
Jestem wtedy między ludźmi i mam poczucie, że mogę robić to, co inni. Nie czuję się wówczas wykluczony. Mogę pływać, jeździć na nartach czy rowerze. Lubię pokazać, że również stać mnie na więcej, tak jak każdego innego człowieka. Pełnosprawny człowiek nie zawsze przywiązuje do tego wagę, natomiast ja widzę i to jest dla mnie również wartościowe, że mogę się pokazać wśród ludzi, wśród przyjaciół i swoich braci. To podwyższa moje poczucie własnej wartości. Nie chcę siedzieć w domu i nic nie robić. Ja taki nie jestem. Nigdy się nie poddaję.
A jak zaczęła się Twoja pasja do narciarstwa alpejskiego i pływania?
Byłem małym dzieckiem. Pływać zacząłem bardzo wcześnie jako 12-miesięczny maluch w roku 1988 r. Dużo wówczas chorowałem. Miałem problemy płucno-oskrzelowe. Poprzez sport wodny udało mi się przezwyciężyć niedomagania mojego układu oddechowego. Zacząłem trenować na pływalni Akademickiej i stopniowo przestałem mieć problemy ze zdrowiem. Jeździłem na nartach już jako 9-latek. Zachęcił mnie do tego trener Bernard Wieczorek. Później tak intensywnie ćwiczyłem, że z całkiem dużej grupy narciarzy tylko ja wytrwałem do końca.
A jak rozpoczęła się Twoja pasja do malarstwa i rysunku?
Tak naprawdę rozpoczęło się to już w wieku przedszkolnym. Ćwiczyłem w Młodzieżowym Domu Kultury nr 1 w Poznaniu w okolicach Bema. Chodziłem tam trzy lata. Ten Ośrodek funkcjonuje do dzisiaj. Panie, które prowadziły tam zajęcia wciąż mnie pamiętają. W szkole natomiast mój talent był niejako przytłumiony. Najwięcej malowałem w domu. Szkoła nie widziała we mnie wyjątkowego artysty, ale najważniejszy dla mnie był fakt, że ja po prostu bardzo lubiłem malować i rysować.
Później uczęszczałem do Dziennego Ośrodka Adaptacyjnego (w którym jestem do dzisiaj). Pod swoje skrzydła wzięła mnie tam Pani Marlena Kwitowska. I tak jest do dzisiaj, nadal współpracujemy. Obrazy, które malowałem wystawiane były już w różnych miejscach. Między innymi w Galerii Tak czy Galerii MM w Poznaniu. Miałem do tej pory już kilka ekspozycji. Lubię sugerować się stylem innych znanych malarzy. Czasami w swoich pracach ich naśladuję na przykład Vincenta Van Gogha czy Klimta. Bardzo dużo malowałem, kiedy nastała pandemia. Siedziałem wówczas w domu i chciałem jakoś wykorzystać czas.
Piotrze, a jaką receptę na życie dałbyś innym osobom z niepełnosprawnościami. Dlaczego Twoim zdaniem nie warto się poddawać?
Chciałbym po prostu móc pokazać wszystkim, że nie warto się poddawać. Trzeba być aktywnym i w miarę możliwości cieszyć się z tego co się ma. Chcę udowodnić, że warto wychodzić do ludzi i żyć aktywnie w miarę możliwości. Udowadniam to na co dzień swoim braciom i dziewczynie Milenie. Niezależnie od tego, czy jest się osobą pełnosprawną, czy z niepełnosprawnościami zawsze będziemy mieć wyzwania. Ja na przykład długo nie mogłem nauczyć się jazdy na rowerze. Miałem problemy z równowagą. Jednak nie chciałem rezygnować, dopóki nie opanuję tej ważnej umiejętności. I w końcu się powiodło. Dlatego chcę powiedzieć: nie warto rezygnować z siebie i swoich marzeń tylko dlatego, że nasze życie nie układa się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Trzeba walczyć o siebie i swoje pasje. Dlatego to robię. Jeżeli ja potrafię, chociaż na pewno jest mi trudniej, bez wątpienia potrafisz i ty. Musisz tylko działać. A życie Ci to z pewnością wynagrodzi.
To chyba najlepsza możliwa puenta. Dziękuję za możliwość rozmowy. Wiele z niej wyniosłam. Życzę dalszej determinacji i wielu sukcesów. Powodzenia!
