Zatrudniamy ludzi „z sercem”

Na zdjęciu Dorota Janczewska - kierownik Poradni Rozwojowej dla Dzieci i Młodzieży „Jaskółka”

Z Dorotą Janczewską – kierownikiem Poradni Rozwojowej dla Dzieci i Młodzieży „Jaskółka” rozmawia Martyna Sergiel.

Czy może Pani powiedzieć coś na temat historii i powstania Poradni Rozwojowej dla Dzieci i Młodzieży „Jaskółka”?

Poradnię Rozwojową „Jaskółka” mam przyjemność prowadzić już ponad 10 lat – jest ona jedną z placówek Stowarzyszenia Na Tak. Na początku warto byłoby przybliżyć naszą historię Czytelnikom. Pomysł stworzenia specjalistycznej pomocy terapeutycznej dla dzieci z Zespołem Downa i ich rodzin zrodził się właściwie jako społeczna odpowiedź na brak systemowej opieki ze strony instytucji państwowych na początku lat 90-tych (data powstania Stowarzyszenia to październik 1989).

Wówczas nie istniały żadne formy wsparcia dla dzieci z Zespołem Downa do lat 3. Pomoc, którą zaproponowało Stowarzyszenie Na Tak, początkowo polegała na okazjonalnych wizytach domowych.

Grupa specjalistów – pedagog, logopeda, fizjoterapeuta – jeździła do domów rodzin, gdzie były dzieci z Zespołem Downa. Zapewniano oczekiwane wsparcie poprzez przeprowadzanie różnego rodzaju zajęć terapeutycznych w warunkach domowych.

Jednak były to zajęcia prowadzone w sposób sporadyczny, nie było systemowej opieki o intensywnym nasileniu, tylko miało to charakter wsparcia doraźnego, w zależności od możliwości i potrzeb ówczesnych członków oraz pracowników Stowarzyszenia.

Dzisiaj, wśród pracowników „Jaskółki”, są jeszcze osoby, które jeździły po domach i pamiętają to. Stworzyli oni zalążek Zespołu Poradnianego.

Po formie wyjazdowej zakiełkował pomysł na formę stacjonarną – wspierania członków Stowarzyszenia, które wtedy nazywało się Stowarzyszeniem Pomocy Osobom z Zespołem Downa. Zajęcia w formie stacjonarnej odbywały się początkowo w lokalu Warsztatów Terapii Zajęciowej „Przylesie”, które do dzisiaj jest placówką Stowarzyszenia, a potem w lokalu Warsztatów Terapii Zajęciowej „Krzemień” – popołudniami dwa razy w tygodniu…

6 marca 2008 roku Zarząd Stowarzyszenia powołał Poradnię Rozwojową dla Dzieci i Młodzieży „Jaskółka”, a rok później Poradnia rozpoczęła świadczenie usług rehabilitacyjnych, już jako samodzielna placówka, w wyremontowanym lokalu przy ul. Chełmońskiego.

W obecnej lokalizacji funkcjonujemy zatem już ponad 10 lat. Przedtem, tak jak wspomniałam, korzystaliśmy z gościnności innych placówek. Na początku Stowarzyszenie działało przede wszystkim na rzecz osób z Zespołem Downa, następnie stopniowo zwiększało swoją aktywność, poszerzając ją o inne rodzaje niepełnosprawności. Można to odnieść, nieco uogólniając, do formy wspierania tych, którzy zwyczajnie potrzebują pomocy.

Na chwilę obecną obejmujemy wsparciem przede wszystkim dzieci i młodzież, ale też osoby dorosłe z różnymi niepełnosprawnościami – w regularnej terapii ogólna liczba sięga około 300 osób.

Wspieramy nie tylko osoby z niepełnosprawnościami, ale również ich rodziny. Staramy się udzielać wsparcia systemowi rodzinnemu – rodzicom czy opiekunom (mamie, tacie, rodzeństwu). Są bardzo różne sytuacje rodzinne – czasami jest to opiekun faktyczny – babcia, niekiedy dziadek.

Mamy pełne rodziny, mamy niepełne rodziny, mamy rodziny patchworkowe z przeróżnym bagażem doświadczeń, które zwracają się do nas szukając wsparcia. To, jak dziecko z niepełnosprawnością funkcjonuje, jest przecież wypadkową wielorakich czynników – nie tylko samej niepełnosprawności (ruchowej czy intelektualnej). Związane to jest również z kontekstem sytuacyjnym i społecznym w danej rodzinie. Tym, jak układa się narracja rodzinna.

Poradnia oferuje dużą gamę zajęć indywidualnych, bo to jest podstawą naszej pracy, ale, co również istotne, przykładamy dużą wagę do zajęć grupowych – które w naszym odczuciu są niedoceniane ze strony różnych instytucji państwowych. Należy przy tym mocno zaakcentować fakt, że to właśnie dzięki nim (instytucjom państwowym) w ogóle możemy funkcjonować; mamy różne źródła dofinansowań – są to dotacje z PFRONu, Urzędu Miasta,  czy kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Wielu specjalistom wydaje się, że zajęcia indywidualne mają większe znaczenie dla postępów w rehabilitacji, szeroko rozumianej, niż te grupowe, które często odsuwa się na dalszy plan. My, jako terapeuci uważamy natomiast, że są one równie ważne, a niekiedy nawet bardziej istotne od zajęć indywidualnych. Stawiamy bardzo mocno na uspołecznianie. Jeżeli mamy dzieci ze spektrum autyzmu czy z Zespołem Aspergera – we wszystkich tego typu niepełnosprawnościach wskazany jest kontakt z otoczeniem, nawiązywanie relacji z rówieśnikami, z drugim człowiekiem.

Z uwagi na to, że przywiązujemy dużą wagę do nabywania kompetencji społecznych w rozwoju dzieci i młodzieży oferujemy dużą gamę zajęć grupowych w Poradni. – zajęcia z choreoterapii, arteterapii czy teatroterapii.

Zajęcia te traktujemy jako wspierającą formę terapii, terapii poprzez sztukę. Dzieci bardzo chętnie w nich uczestniczą. Stawiamy na aktywność własną, na podążanie za dzieckiem, na inicjatywy wychodzące od dziecka, które staramy się wspierać. Bardzo cenimy sobie również współpracę z rodzicami, która czasami jest pomijana i lekceważona przez różne instytucje. Należy wsłuchać się w głos rodzica – bo to on jest z dzieckiem 24 godziny na dobę – to rodzic zna dziecko lepiej niż my.

Jesteśmy specjalistami, mimo to nie widujemy dziecka tak często, jak rodzic, który jest z nim cały czas. Do nas dziecko przychodzi czasami dwa razy w tygodniu, być może częściej, jednak to wciąż mniejsza ilość godzin w stosunku do tych, które spędza w towarzystwie mamy czy taty. Bardzo uważnie wsłuchujemy się zatem w głos rodzica i jego uwagi na temat swojego dziecka, jego zachowania. Rodzic jest dla nas pewnego rodzaju „ekspertem w dziedzinie swojego dziecka”.

A czy może Pani opowiedzieć coś na temat Waszych specjalistów?

Dorota Janczewska: Mamy kilku psychologów, pedagogów specjalnych, logopedów, fizjoterapeutów, mamy lekarza rehabilitacji medycznej, arteterapeutów. Zespół liczy ponad 20 osób – są też Panie w rejestracji i pracownik sprzątający. Siła naszej Poradni tkwi w tym, że my jesteśmy naprawdę dobrym zespołem. Zależało mi zawsze, żeby pozyskiwać ludzi, którzy tutaj pracują nie tylko z imienia, nazwiska, dyplomu, ale przede wszystkim na podstawie tego, kto jakim jest człowiekiem, jakiego rodzaju posiada osobowość…czy zaadoptuje się do zespołu…Stawiam na człowieka w naszej pracy. Nie mówię, że wykształcenie nie jest ważne, …ale w równym stopniu istotny jest szacunek i sposób odnoszenia się do drugiej osoby.

Bez względu na to, jakie stanowisko zajmuje dany pracownik, jego praca jest równie wartościowa i ważna, co pozostałych. Muszę pochwalić nasze Panie w rejestracji – personel pomocniczy w stosunku do specjalistów…Są to osoby, które w pierwszej kolejności mają kontakt z rodzicem i dzieckiem. A pierwsze spotkanie z podopiecznym i jego opiekunem nie zawsze jest łatwe i niestresujące. Czasami rodzic jest zagubiony, rozdrażniony, z bagażem przykrych wcześniejszych doświadczeń związanych z funkcjonowaniem służby zdrowia.

Zdarza się, że na „dzień dobry” wybuchnie, albo niekiedy zachowuje się tak, jakby spodziewał się, że zostanie źle przyjęty. Wchodząc do poradni „zderza się” z empatią, gdyż Panie są jak „terapeutki” pierwszego kontaktu. Na wejściu zostaje grzecznie i ciepło potraktowany. Widzimy wówczas spektakularne zmiany… Z rodzica niezadowolonego, zezłoszczonego i mało uprzejmego staje się rodzicem miłym, ciepłym, otwartym, sympatycznym… Myślę, że w tym jest nasza duża siła. Niezwykle interesujące jest obserwować metamorfozę, jaką przechodzą niektórzy rodzice. Czasami wystarczy jedna wizyta, czasem kilka lub kilkanaście.

Podczas gdy dzieci są w salach terapeutycznych na zajęciach, na korytarzu (w poczekalni) rodzice poznają się i wymieniają wspólnymi doświadczeniami. Niektórzy mówią wprost, że czują się u nas jak w rodzinie, że przychodzą tutaj jak do siebie, jak do dobrych znajomych… Wiedzą, że mogą zwrócić się o poradę do psychologa, czy zwyczajnie porozmawiać ze specjalistą. Chociaż nie umawiali się wcześniej, otrzymują wsparcie, jeżeli go potrzebują.

Chciałabym teraz opowiedzieć jeszcze o naszych podopiecznych, osobach, które do nas przychodzą – począwszy od małych (miesięcznych, dwumiesięcznych) dzieci, poprzez nastolatki, skończywszy na osobach dorosłych. Terapia może trwać krótko, ale najczęściej są to regularne wizyty w długim cyklu.

Niektórzy przychodzą do nas latami. Często owi pacjenci korzystają z formy arteterapeutycznej – terapii wspomaganej. Są to najczęściej nasi członkowie, ale nie tylko. Poza dziećmi i młodzieżą z Zespołem Downa mamy całe rzesze dzieci i młodzieży ze spektrum autyzmu oraz z Zespołem Aspergera czy też innymi niepełnosprawnościami, takimi jak na przykład Mózgowe Porażenie Dziecięce.

Spektrum niepełnosprawności, z jakim się stykamy jest bardzo duże. Dzięki temu nasi specjaliści zdobywają bardzo duże doświadczenie i stają się coraz lepsi.

Każde dziecko to jest dla nas wyzwanie, ale mamy oczywiście takie swoje perełki, z których jesteśmy dumni i które nas bardzo satysfakcjonują, szczególnie, jeżeli sytuacja jest trudna.

Zdarza się, że do Poradni zgłaszają się rodzice z dzieckiem, u którego postawiono diagnozę zaburzeń zachowania. W trakcie pracy terapeutycznej okazuje się, że mama i tata walczą o dziecko, często równolegle toczą się sprawy sądowe, które zwrotnie mają duży wpływ na zachowanie i efekty terapii.

W sytuacjach gdy rodzice są skonfliktowani staramy się być bezstronni, natomiast nie zawsze w taki sposób postrzegają nas rodzice. Pamiętam taką mocno skomplikowaną sytuację. Mianowicie, pojawił się u nas tata z dzieckiem, po jakimś czasie dołączyła również mama. Dowiedzieliśmy się, że od lat walczą między sobą o dziecko. Mama właściwie chciała odzyskać miłość syna i widzenia. Było to z różnych względów niemożliwe. Okazało się, że Ci rodzice chodzili do różnych instytucji w Poznaniu, innych poradni i nigdzie nie mogli tego problemu rozwiązać.

Rodzice Ci byli bardzo silnie skonfliktowani. Mama myślała o tym, żeby to upublicznić medialnie, gdyż była tak bardzo bezradna. Przez dwa lata rodzice przychodzili do naszej placówki i mierzyliśmy się wspólnie z różnymi trudnymi sytuacjami. Dodam, że musieliśmy działać, kierując się etyką, obowiązującą psychologów. Staraliśmy się więc zachować obiektywizm i chronić dziecko…I udało się. Mogę szczerze przyznać, że jest to nasz ogromny sukces, wypracowany w przeciągu dwóch lat usilnych starań.

Bywało różnie – tragicznie, dramatycznie, nie wiedzieliśmy, czym to się skończy. Emocje sięgały zenitu. Dzięki, między innymi, naszym mediacjom udało się osiągnąć porozumienie. Dzisiaj wiemy już, że ten długi proces walki szczęśliwie zakończył się.  Rodzice utrzymują teraz pokojowe stosunki, a my, myślę, że mieliśmy w tym duży udział. Z czego bardzo cieszymy się. Sądzę, że jest to kwestia naszego podmiotowego podejścia do człowieka, tego, iż pochyliliśmy się nad dwiema stronami, nie patrząc czasami na to, czy czas już zamknąć Poradnię, bo sesja zakończyła się. Wręcz przeciwnie – poświęcaliśmy im tyle czasu, ile było trzeba.

Gdybyśmy stosowali inne, sztampowe i sztywne metody, być może nie mogłabym dzisiaj mówić o sukcesie.

Podmiotowe podejście do człowieka jest nie tylko wpisane w statut zawodu psychologa, ale też chyba w ludzi, którzy tutaj pracują. Zatrudniamy ludzi z sercem. Dzięki temu możemy cieszyć się z efektów niesienia pomocy, jakie uzyskujemy. Pracując z dziećmi, bazujemy na terapii, którą obecnie stosuje się także na świecie, a która ogólnie rzecz biorąc podąża w kierunku wyszukiwania i uświadamiania mocnych stron. Działamy różnotorowo – staramy się pracować na zasadzie „wyciągania” mocnych stron, dostrzec je i jednocześnie próbować wyeksponować. W ten sam sposób usiłuję też pracować ze specjalistami. Zatrudniam specjalistów, używając pewnej metafory „z sercem”. Nie chcę powiedzieć, że są to ludzie perfekcyjni, każdy ma przecież prawo posiadać jakieś „słabości” – pracujemy razem na bazie mocnych stron.

A czy mogłaby Pani opowiedzieć coś więcej na temat tego jak pracujecie Państwo z dziećmi?

Wychodzimy z założenia, że każdy człowiek jest spragniony sukcesu. W takim rozumieniu, że coś mu wychodzi. Niezależnie od tego czy jest się dzieckiem czy też osobą dorosłą. Każdy chce mieć poczucie sprawstwa i wpływu na własne życie poprzez działanie. Staramy się przy mniej dowartościowanych dzieciach szukać takich aktywności, które im wychodzą i sprawiają przyjemność. Próbujemy to w pewien sposób „rozmnożyć” i podpowiadamy rodzicom, żeby tak pracowali z dzieckiem, aby mogło ono w siebie uwierzyć.

A najprościej dokonać tego poprzez znalezienie dziedziny, w której dziecko jest dobre, w której osiąga dobre rezultaty. I od tego właśnie zaczynamy. Zależy to również od tego na jakim etapie rozwojowym jest dziecko.

Nie każdego traktujemy tak samo. Patrzymy również na możliwości. Nie od każdego wymagamy identycznych rzeczy, bo każdy jest przecież inny i każdy ma inne potencjalne możliwości – i my mamy tego świadomość.

Wystrzegamy się słów krytyki czy oceniania na zasadzie: „mogłaś/mogłeś to zrobić lepiej”, tylko staramy się docenić trud. Mówimy na przykład do dziecka: „O, widzę, że namalowałeś samochód” – nawet, jeżeli na pierwszy rzut oka rysunek jest niewyraźny…

Dlaczego to jest tak istotne? Ponieważ, jeżeli ja docenię trud, to mam gwarancję, że dziecko, u którego dostrzeżony został jego wysiłek usiądzie jeszcze raz i będzie ćwiczyć na przykład technikę rysunku. Nie zniechęci się. Bardzo duży nacisk kładziemy na docenienie wysiłku w to, co się robi bez większego względu na efekt.

Byłam niedawno na konferencji fundacji „Synapsis”, gdzie była mowa o tym, że za granicą jest to bardzo silny trend – kładzenie nacisku na docenianie, szczególnie dzieci z niepełnosprawnościami. Należy mówić „cieszę się, że to próbowałaś zrobić” – dziecko wówczas zostaje zwyczajnie dostrzeżone, a często potrzebna mu jest uwaga. Nie chodzi tutaj o „puste” pochwały, ale o zwrócenie wzroku w stronę dziecka, każdy przecież chce być widziany, dostrzeżony.

Kiedy dziecko odmawia współpracy, nie nalegam, tylko staram się je „zauważyć”: „O widzę Jasiu, że jesteś zmęczony, położyłeś się na materacu – wygodnie Ci?”.

I takie dziecko, chwilowo zbuntowane, nie zawsze od razu mi odpowiada, ale jeżeli ja nie naciskam i nie zmuszam do niczego, wówczas po chwili ono przełamuje się i odpowiada. Po upływie chwili, kiedy nie wywołuję presji, uzyskuję chęć współpracy oraz nawiązania kontaktu. Każdy ma swój czas, tempo życia, pracy czy jakiejkolwiek innej aktywności. Czasami dziecko przychodzi zmęczone, głodne albo po szkole z różnymi nastrojami. Przychodzi, udaje się do sali i musi znowu pracować. Zdarza się nierzadko, że te dzieci są autentycznie przemęczone. Mówimy o tym rodzicom, podpowiadamy i sugerujemy jaka ilość i jaka forma terapii byłaby optymalna dla ich dziecka. Może się wydawać, że im więcej rehabilitacji tym lepiej, a my wiemy, że tak nie jest. Istnieje pewien optymalny czas, który można poświęcić dziecku. Ono musi mieć też czas na tzw. „nic nierobienie”.

W dzisiejszych czasach, kiedy obserwujemy wielki trend do uczestniczenia w różnych szkoleniach, kursach, warsztatach czy zajęciach pozalekcyjnych jako formy rozwoju, ta metoda i sposób podejścia może zaskakiwać.

Należy jednak mocno podkreślić fakt, iż dziecko, żeby się dobrze rozwijało musi mieć czas na leniuchowanie i odpoczynek. Zresztą tak samo jest z osobami dorosłymi.

Geniusze wpadają na dobre pomysły przecież w wolnych chwilach „nic nierobienia”, odprężenia. Jest to udowodnione naukowo.

Kończąc już swoją wypowiedź mogę więc z pełnym przekonaniem powiedzieć, że spośród podobnych nam instytucji wyróżniamy się podmiotowym podejściem do podopiecznych, życzliwą atmosferą, otwartością na konstruktywne zmiany i ciągle żywą pasją pomagania.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

Obecnie Poradnia „Jaskółka” (tak jak wszystkie placówki Stowarzyszenia Na Tak) jest zamknięta do odwołania. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że kiedy minie czas kwarantanny i wszystko dobrze się skończy, specjaliści wrócą do pracy ze zdwojoną energią i jak zawsze – uśmiechem na twarzy.