Przejdź do treści

Kinga Koza: w pogoni za marzeniami…

Zdjęcie: SSR START POZNAŃ

Autor: Martyna Sergiel

Kinga Koza – znana z determinacji zawodniczka bocci. Udało jej się zdobywać medale na Mistrzostwach Europy.

Zakwalifikowała się i wystąpiła na paralimpiadzie w Paryżu w 2024 roku. Kobieta, która jak sama mówi „zawsze miała pod górkę”, jednocześnie znalazła pasję, dzięki której jej życie nabrało niesamowitego tempa. Bardzo prosto mogłaby się poddać i oddać swój los przypadkowi, jednak nie chce tak żyć. Woli brać sprawy w swoje ręce i realizować się tam, gdzie może spełniać marzenia. Jest prawdziwym przykładem tego, jak zawalczyć o swoje najskrytsze pragnienia.

W życiu – nam osobom z niepełnosprawnościami – z pewnością nie jest łatwo. Jednak nie zmienimy rzeczywistości pstryknięciem palcami i nie sprawimy, że wyzwania znikną same z siebie. Kinga Koza jest przykładem tego, jak można żyć w zgodzie ze sobą, działając tam, gdzie jest to wykonalne.

Tych, którzy chcieliby poznać Kingę bliżej zachęcam do lektury tego wywiadu.

Z Kingą Kozą, utalentowaną zawodniczką bocci, rozmawia Martyna Sergiel.

Na czym polega gra w boccię?

Gra w boccię jest podobna do bouli (fr. kula), tylko w tym przypadku mamy bile skórzane lub zamszowe wypełnione granulatem. Boccia polega na wyrzuceniu jacka (białej bili) na boisko o wymiarze 6 x10 m i dorzuceniu swojej bili jak najbliżej jacka. Rolą przeciwnika jest wybić, rozbić, dostawić bilę tak, aby jego znajdowała się jeszcze bliżej. Zawodnicy mają po 6 bil czerwonych lub niebieskich różnej twardości.

Jak to się stało, że zainteresowałaś się właśnie boccią?

To dość banalna historia. Byłam na warsztatach organizowanych przez Stowarzyszenie Sportowo-Rehabilitacyjne START w Poznaniu. W dniu 24 lipca 2014 roku, czyli dokładnie w moje imieniny były zajęcia z bocci. Do południa odbył się obowiązkowy wykład, a po południu zajęcia praktyczne dla chętnych. Wtedy cały dzień padał deszcz. Należę do ludzi bardzo aktywnych, więc poszłam „pobawić się piłkami”. Zaczęłam rzucać i nieźle mi to wychodziło. Po 2 dniach dostałam propozycję zostania sportowcem i zgodziłam się. Od małego miałam duszę sportowca.

Co takiego, poza korzyściami typowo zdrowotnymi, daje Ci uprawianie sportu?

Na pewno poznawanie nowych krajów, ludzi. Sport uczy dyscypliny, choć od małego nie mam z tym problemu.

Powiedziałaś w jednym z wywiadów: „żadna choroba mnie nie zatrzyma, nie odbierze marzeń. Moim największym pragnieniem jest stanąć na podium paralimpiady”… Jak myślisz, co sprawia, że jesteś tak zdeterminowana?

Mój charakter. Należę do osób, które robią wszystko od początku do końca i dokładnie. Nie poddaję się łatwo. Fakt, czasem mam lenia, czy czuję się zmęczona, jak każdy. Wtedy potrzebuję kilku dni odpoczynku, żeby zregenerować organizm. Zresztą od dziecka miałam zawsze pod górkę i to mnie nauczyło walki o realizowanie swoich celów.

Jaką radę dałabyś pełnosprawnym ludziom, którzy nie zawsze potrafią docenić tego, co mają?

Urodziłam się w 1981 roku, gdzie osoby niepełnosprawne były zamykane w domach jeszcze, więc jak wspomniałam, zawsze miałam pod górkę. Był problem z pójściem do podstawówki, bo dyrektor miał obawy, podobnie w liceum. Nic nie było dobrze przystosowane. W liceum trudno mi było pojąc, dlaczego moi rówieśnicy marnują sobie życie wszystko lekceważąc, gdzie mogą robić tak wiele. Nie marnujcie czasu na siedzenie w domu z nosem w komórkach czy komputerach. Nie macie ograniczeń ruchowych ani architektonicznych… Wystarczy wstać z kanapy i zainteresować się czymś.

Jaką radę z kolei dałabyś osobom z niepełnosprawnościami, którzy nie potrafią zaakceptować trudnych okoliczności, w których się znajdują. Co oni mogą zrobić?

W tych czasach jest coraz łatwiej nam, niepełnosprawnym, po prostu żyć. Jeśli nie wiecie,czym możecie się zająć, wystarczy wejść do internetu. Są też spotkania ze specjalistami online. Można na przykład napisać do innych osób niepełnosprawnych z prośbą o pomoc. PFRON też posiada różne projekty rozwojowe.

Czy udało Ci się już spełnić swoje największe marzenie (stanąć na podium paralimpiady)?

Niestety, nie udało mi się stanąć na podium w Paryżu w 2024 roku. Zabrakło mi szczęścia i kilku innych elementów. Mam też problemy z lewym barkiem. Nie zawsze mogę dorzucić bilę na 10 metrów.

Jakie masz jeszcze marzenia?

Chcę wyjechać do Australii, przywitać się z koalą i kangurem. Popływać na Florydzie z delfinami. Zwiedzić Indie. No i dostać się na Paralimpiadę w Los Angeles.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów! Spełnienia marzeń, a przede wszystkim tych związanych z następną paralimpiadą w Stanach Zjednoczonych.

Kindze życzę, by spełniła wszystkie swoje marzenia, bo ma ich wiele. A tak na marginesie, pływanie z delfinami musi być niezwykłym przeżyciem! Jeśli mojej rozmówczyni uda się zrealizować ten plan, to mam już pomysł na kolejny wywiad…

Zdjęcie w nagłówku: SSR START POZNAŃ.

Dodaj komentarz