Przejdź do treści

Z mocą Bożą pokonam wszystko

Zdjęcie, Marcin Łącki

Dziś przypada dzień Świętego Walentego – zwany Dniem Zakochanych. Z tej okazji chciałbym zaprezentować Wam Drodzy Czytelnicy wywiad z moim redakcyjnym kolegą, Marcinem Łąckim. Rozmawiam z Nim o miłości, Jego twórczości poetyckiej i planach związanych z podróżą z Helu do Zakopanego na wózku elektrycznym.

Marcin, kiedy zacząłeś pisać wiersze?

Do 18-tego roku życia myślałem, że miłości się szuka. Później zrozumiałem, że tak nie jest. Doświadczyłem tego osobiście, dlatego napisałem swój pierwszy wiersz „Miłość i wiara”. Utwór ten powstał w czasach, kiedy jeszcze nie interesowałem się poezją. Półtora roku później zacząłem pisać wiersze, ponieważ spotkałem osobę, w której się zakochałem. Była ona moim natchnieniem. Jednak ta znajomość nie przetrwała i po kilku miesiącach rozpadła się. Za to miłość do wierszy pozostała. Do dnia dzisiejszego piszę wiersze o różnych przeżyciach i na różne tematy. Moja poezja nadal się rozwija.

Dzięki moim wierszom chcę pokazać i uświadomić ludziom, że osoby niepełnosprawne również czują i pragną miłości partnerskiej, tak samo jak osoby pełnosprawne. Jednak trzeba odróżnić stan zakochania się, od prawdziwej miłości. Od stanu zakochania się i związanego z nim szaleństwa, bardzo łatwo można przejść w stan rozczarowania i przygnębienia. To zdarza się zwłaszcza, gdy nie buduje się miłości na wartościach, lecz na euforii związanej z tym, że druga osoba się nam podoba i patrzymy na nią tylko przez różowe okulary. Tymczasem po pewnym czasie okazuje się jaka ta osoba w rzeczywistości jest. Przecież chodzi o to by kochać, ale nie za coś. Człowiek, to nie przedmiot, który ma ładnie wyglądać. Owszem, w pewnym sensie jest ważne to jak wygląda obiekt naszych uczuć, ale przecież nie najważniejsze. Po doświadczeniu miłosnego odrzucenia, w sercu pozostaje ból i smutek. Byłem kilka razy w życiu zakochany, lecz nigdy obiekty moich uczuć nie odwzajemniały tego, co do nich czułem i nie rodziła się prawdziwa miłość. Z tego powodu, coraz trudniej jest mi zaufać i pokochać kogoś. Boję się by znów się nie zawieść, któryś już raz z rzędu. Każda kolejna próba, jest dla mnie dużym wyzwaniem. Mam jednak nadzieję, że niebawem znajdę osobę która zakocha się we mnie z wzajemnością. Bliskie jest mi powiedzenie: „Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą”.

Czy masz ulubionych poetów?

Tak. Uwielbiam twórczość księdza Jana Twardowskiego oraz cytaty pochodzące z dzieł różnych autorów, które mnie podnoszą na duchu, gdy naprawdę upadam i brak mi nadziei.

Co Ciebie najbardziej inspiruje do pisania wierszy?

Natchnienie do tworzenia wierszy czerpię z moich przeżyć wewnętrznych. Poezję tworzę wtedy, gdy przeżywam coś, co mnie porusza w mojej teraźniejszości – najczęściej są to kolejne zawody miłosne, nieodwzajemnione uczucia. Moje utwory dotyczą miłości, której szukam i wciąż nie mogę znaleźć. Stworzyłem jednak również kilka humorystycznych wierszy, z których można się nieźle pośmiać. Mam nadzieję, że w końcu zakocham się z wzajemnością, moja poezja stanie się odzwierciedleniem spełnionego uczucia i nie będę musiał opisywać uczuć związanych z kolejnymi miłosnymi porażkami.

O czym są Twoje wiersze?

Tak, jak mówiłem, w moich wierszach opisuje głównie moje przeżycia. Są to zdarzenia, które wydarzają się w moim życiu i dotykają mnie do głębi. Piszę wiersze głównie o znalezieniu tej, jedynej miłości, której tak bardzo potrzebuje. Jest to bowiem jedno z moich największych, dotychczas nie spełnionych, marzeń i pragnień.

Moja Mama wielokrotnie mi powtarzała, że łatwiej mi będzie związać się z kobietą niepełnosprawną niż z pełnosprawną. Początkowo sugestie Mamy przyjmowałem w głębi serca jako prawdziwe, gdyż niepełnosprawne dziewczyny również są inteligentne i wartościowe. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Miałem do czynienia z wieloma dziewczynami z niepełnosprawnościami, takimi jak m.in. upośledzenie intelektualne w stopniu umiarkowanym, czy zespół Aspergera. Początkowe rozmowy z nimi przebiegają normalnie – rozmawia się z nimi jak z pełnosprawnymi osobami. Kobiety te są pełnowartościowymi, pięknymi ludźmi. Jednak przy bliższej znajomości wychodzi na jaw to, że ciężko jest mi zbudować z nimi relację uczuciową. One odczuwają na innym poziome i inaczej rozumieją świat uczuć. Natomiast zdrowe psychicznie niepełnosprawne dziewczyny z normalnym ilorazem inteligencji, z którymi mógłbym stworzyć wspaniałą więź, nie chcą mieć ze mną nic wspólnego. Nie są chętne do nawiązywania jakiejkolwiek relacji. Być może ze względu na moją niewyraźną mowę, problemy ze słuchem oraz mój niepoprawny sposób pisania, co wiąże się z tym, że trzeba poświęcić trochę czasu by nauczyć się mnie rozumieć lub się domyślać o co mi chodzi w danej wypowiedzi. Stwierdzenia te wynikają z samej obserwacji ich zachowania wobec mnie. Jest to przykre, ale z drugiej strony każdy z nas ma wolną wolę i wybór. Najdziwniejsze dla mnie jest to, że dziewczyny pełnosprawne – wolontariuszki, czy studentki są bardziej skłonne i otwarte do nawiązywania relacji ze mną. Tylko że one mają świadomość, że nasza znajomość zostanie na etapie koleżeństwa. To się wyczuwa, nie potrzeba wielkiej filozofii by to wiedzieć. Jak widać, wszystko zależy wyłącznie od samego człowieka i jego podejścia. Sama miłość rodzi się z czasem i dojrzałością. Nie jest to tak, jak na portalach randkowych, gdzie opisuje się siebie, wstawia fotkę i na tej podstawie wybiera się partnerkę z dobrym opisem i ładnym zdjęciem. Człowieka poznaje się w rożnych okolicznościach – w dobrych i złych. Dopiero po jakimś czasie można poznać, czy dobrze wybraliśmy i stwierdzić jak rozwija się dana relacja. Miłość to nie konkurencja, jak wyścigi samochodowe, gdzie wszystko odbywa się na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy i pierwszy na mecie. W miłości chodzi o całkowite oddanie się drugiemu człowiekowi i poświęcenie mu swojego czasu takim jaki jest i dla jego dobra.

Od kilkunastu lat loguje się na portalu ipon.pl, który dedykowany jest ludziom niepełnosprawnym. Wydawać by się mogło, że tutaj nie powinno być problemu z poznaniem i znalezieniem partnerki. Okazuje się, że użytkownicy tej strony przejawiają podobne zachowania do osób korzystających z pozostałych portali randkowych, na których ludzie sugerują się samym opisem i zdjęciem, zamiast zagłębić się w korespondencję, a później spotkanie w realu.

Najbardziej mnie śmieszy, gdy pisze do kobiet na portalach randkowych, po to, by je poznać. Wysyłam komunikaty typu: Cześć, co słychać? albo Cześć, co słychać? Jak Tobie mija weekend?. Często nie dostaję odpowiedzi lub kobiety odpowiadają: „Cześć, życzę Ci powodzenia w poszukiwaniu wybranki.”, „Cześć, nie, dziękuję, pozdrawiam i życzę powodzenia.”, „Cześć, nie jesteś w moim typie”. Dziewczyny kierują do mnie sporo podobnych treści. Trwa to kilkanaście lat. Tymczasem, by o danej osobie wiedzieć wszystko znając tylko opis i zdjęcie trzeba być geniuszem lub posiadać nadprzyrodzone zdolności!!! Odnoszę wrażenie, że ludzie sami nie wiedzą czego chcą i szukają na tego typu portalach. Wynika to z mojej obserwacji. Byłbym skłonny twierdzić, że ludzie są na nich tylko dla zabawy. Mam jednak przykład, który temu przeczy. Mój Przyjaciel poznał swoją żonę na jednym z tych portali i od razu po tym usunął konto. Uważam, że w taki sposób powinno się funkcjonować na portalach randkowych.

Przyznam się, że niedawno wyznałem jednej niepełnosprawnej kobiecie, że się w niej  podkochuję. Jednak w praktyce istnieją spore ograniczenia w budowaniu relacji między nami związane z niepełnosprawnością, takie jak na przykład możliwość wyjścia do kina, czy na spacer we dwoje. Główną podstawą jest wzajemna i szczera rozmowa na żywo i wymiana poglądów na różne sprawy. Gdy tego brak i znajomość opiera się tylko na samym pisaniu wiadomości za pośrednictwem komputera, to jak ma się rozwijać i pogłębiać relacja w kierunku wzajemnej miłości? Pomimo wszystko wciąż trwam w modlitwie, prosząc Boga o kobietę, która mnie pokocha. Odczuwam osamotnienie i bezradność, bo tak naprawdę po moim miłosnym wyznaniu nic nie zmieniło się w moim życiu.

Bardzo często czytam historie różnych par i małżeństw w Internecie. Czytam o związkach, w których jedna z osób jest pełnosprawna lub dwoje ludzi mają niepełnosprawności. Ludzie ci opisują, to jak się poznali i jak sobie radzą z codziennością i związanymi z nią problemami. Za każdym razem się wzruszam i myślę, dlaczego w moim przypadku tak opornie to idzie. Z drugiej strony daje mi to nadzieję i wiarę, że w końcu i mnie to się przydarzy.

Od kilkunastu lat modlę się o partnerkę dla siebie. Od września zeszłego roku biorę udział w inicjatywie modlitewnej uStudni.pl. Jest to portal, na którym każdy może zgłosić się do modlitwy o dobrego współmałżonka. Trzeba założyć konto, zgłosić się do kolejnej edycji modlitewnej, podając informacje o sobie. Następnie od 1. do 28. dnia miesiąca każdy uczestnik modli się za przydzieloną sobie osobę płci przeciwnej. Co tydzień przydzielone sobie osoby otrzymują wewnątrz portalu wiadomość, z której dowiadują się czegoś więcej o sobie. Pod koniec miesiąca przydzieleni sobie użytkownicy portalu mogą nawiązać ze sobą kontakt. Na wyrażenie (bądź niewyrażenie) na to zgody obie strony mają tydzień. Brak reakcji w określonym czasie organizatorzy traktują jako brak zgody – po upływie terminu, nie ma możliwości dokonania wymiany adresów e-mail. W moim opisie zawarłem informacje o mojej niepełnosprawności i przez pierwszy i drugi miesiąc użytkowania portalu oczekiwałem na możliwość kontaktu z osobą, za którą się modliłem. Chciałem osobiście podziękować za modlitwę w mojej intencji. Niestety żadna z przydzielonych mi kobiet nie udostępniła mi swojego adresu e-mail. Biorąc udział w kolejnych edycjach i modląc się za kolejne przydzielone mi osoby, nie przywiązywałem wagi do możliwości wymiany kontaktów. Po zakończeniu styczniowej edycji, niespodziewanie otrzymałem maila od osoby za którą skończyłem się modlić, z podziękowaniem. Ponieważ spóźniła się z wypełnieniem zgody na wymianę adresu e-mail na portalu, kobieta ta usilnie szukała ze mną kontaktu. Dla mnie było to wielkie przeżycie. Wzruszyła mnie świadomość, że ktoś z własnej woli starał się na wszystkie sposoby zdobyć mój adres e-mail by mi podziękować. Zamierzam być zawsze otwarty na drugiego człowieka, gdyż nigdy nie wiadomo, która relacja sprawi nam radość.

Często w Twej poezji występuje motyw niepewności i zwątpienia. Dlaczego?

Jest to spowodowane tym, że nie mogę znaleźć swojej drugiej połówki. Bardzo tego pragnę, lecz ciągle mi się to nie udaje. Gdy czegoś się pragnie z głębi serca, a wciąż tego się nie otrzymuje, to jest rzeczą naturalną, że wywołuje to cierpienie. Ciężko jest żyć w ciągłym odrzuceniu, często nawet po zwyczajnej rozmowie.

Bardzo się cieszę i codziennie dziękuję Panu Bogu, że mam wokół siebie takich wspaniałych i życzliwych ludzi. Nie mniej jednak, jak każdy mężczyzna chciałbym mieć u boku własną damę. Niedawno odkryłem, że Pan Bóg chce abym miał partnerkę, tylko z drugiej strony każdemu z nas dał wolną wolę, wolny wybór i nikogo nie może zmusić do bycia z kimś. Jest takie przysłowie: „Bo w tym cały jest ambaras aby dwoje chciało naraz”.

Trzeba mieć świadomość, że trzeba dobrze poznać kobietę, gdy wybiera się partnerkę życiową – osobę, z którą pragnie się  być. Do momentu przysięgi małżeńskiej można jeszcze coś zmienić. Natomiast po przysiędze, raz dokonany wybór staje się nieodwracalny. W Kościele Katolickim nie ma rozwodów, gdyż jak czytamy w Ewangelii według Świętego Mateusza: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę. I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”.  Rozpad małżeństwa może prowadzić do grzechu ciężkiego przeciw Bożym przykazaniom.  Trzeba pamiętać, że po śmierci trzeba się będzie ze wszystkiego rozliczyć z Panem Bogiem. Z tego powodu jest czymś dla mnie bardzo ważnym, by moja partnerka była wierząca i poukładana w sercu i w głowie. Trzeba pamiętać by dojrzałą miłość budować na twardym fundamencie i szczerym zaufaniu. Inaczej związek tak jak piasek rozsypie się i będzie bardzo trudno cokolwiek odbudować, szczególnie zaś zaufanie.

Często w Twojej poezji występuje postać Boga. Czy jesteś osobą głęboko wierzącą?

Tak, uważam się za osobę wierzącą, lecz w życiu bywało rożnie. Moją duchowość można porównać do sinusoidy. Są chwile gdy moja religijność daje mi siłę do dalszego życia i pokonywania życiowych trudności. Okresy te przeplatane są jednak chwilami zwątpienia. Dzieje się tak, wtedy kiedy cierpię – często zadaje wówczas Bogu pytanie: Czemu właśnie mnie dotknął tego rodzaju niepełnosprawnością? Ostatni poważny kryzys wiary zdarzył mi się przed wypadkiem, który miałem w drodze do pracy w roku 2018. Była to kolizja wózka elektrycznego, na którym jechałem z samochodem osobowym. W wyniku zderzenia znalazłem się na środku ulicy Roosevelta i mogłem zostać przejechany przez jadące tą ruchliwą ulicą auta. Uważam, że Bogu i Matce Boskiej zawdzięczam swoje cudowne ocalenie.

Dwa lata temu pomimo cudownego ocalenia, przechodziłem tak duży religijny bunt, że całkowicie wyrzuciłem Pana Boga z mojego życia. Uznałem, że sam sobie ze wszystkim poradzę i zdobędę miłość. Od razu przestrzegam Was: unikajcie i pod żadnym pozorem nie dajcie się nabrać na coś takiego. Nie da się opisać, co wtedy się ze mną działo i jakie skutki to przyniosło. Od tego czasu staram się pilnować bym nie popadł ponownie w tego rodzaju pułapkę i wciąż patrzeć w niebo. Tam jest nadzieja na wszystko. Kiedyś ksiądz wikariusz z mojej parafii na kolędzie powiedział mi słowa, które nie od razu zrozumiałem. Brzmią one mniej więcej tak: „Ty teraz cierpisz i buntujesz się na swój los, ale po śmierci od razu będziesz chciał znaleźć się w niebie. Tymczasem ludzie po śmierci pną się po drabinie…”. Te słowa bardziej uświadamiają mi, że każdy z nas będzie musiał swoje wycierpieć za życia lub po śmierci.

Marcin dlaczego chcesz pokonać na wózku trasę z Helu do Zakopanego?

Może zacznę od tego, że już od samego dzieciństwa uwielbiam podróżować. Na pierwszy dłuższy wypad zabrali mnie rodzice. Udaliśmy się w Tatry. Było to, gdy miałem cztery latka. Oczywiście nic z tego nie pamiętam, lecz moja Mama później kilka razy opowiadała mi, jak spacerowaliśmy wzdłuż Doliny Kościeliskiej i co chwilę zatrzymywałem się i podziwiałem górski krajobraz. Później w czasie dorastania zacząłem jeździć po świecie. Uczestniczyłem w wielu obozach i zagranicznych wycieczkach. Chodziłem na piesze pielgrzymki na Jasną Górę i w późniejszym czasie w dalszą drogę do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach. Parę lat temu dowiedziałem się z mediów o dwóch osobach, które zorganizowały wyprawę podobną do mojego przedsięwzięcia. Jedną z nich był Przemek Kowalik z Opalenicy w województwie wielkopolskim. Ten 40-letni mężczyzna, w połowie lipca 2013 roku wyjechał z Poznania i dotarł na wyspę Ouessant we Francji, pokonując ponad 2,4 tys. km. Drugą osobą był Bartek Rzońca, który podróżował ze Świnoujścia do Zakopanego. Pokonał 900 km na wózku inwalidzkim w 2016 roku. Wyprawy tych dwóch osób stały się dla mnie inspiracją i źródłem motywacji. Dzięki nim wpadłem na pomysł, by również wybrać się w daleką podróż. Chciałbym pokonać trasę z północy na południe kraju, na moim wózku elektrycznym. Będzie przyświecać mi hasło: „Z mocą Bożą pokonam wszystko”. Wystartuję z Helu. Odwiedzę po drodze wiele miejsc Świętych. Meta mojej wyprawy będzie znajdowała się w Zakopanem, pod krzyżem na Giewoncie.

Pragnę pokazać wszystkim osobom niepełnosprawnym i nie tylko, że każdy z nas jest zdolny do wielkich czynów, jeśli tylko głęboko wierzy i włoży całego siebie w realizacje celu. A także przybliżyć wszystkie osoby, szczególne zaś te zagubione, do Pana Boga. Nie traktuję wyprawy tylko na zasadzie wakacji i odpoczynku, lecz jako misję.

Wiem, że nie będzie łatwo i przede mną wiele trudności, żeby doprowadzić choćby do startu tej wprawy. Mimo wszystko cały ten trud zawierzam Bogu i każdej osobie, która dzięki temu przedsięwzięciu będzie mogła zainspirować się do uwierzenia w siebie i pokonania własnych słabości.

Możecie śledzić przygotowania do mojej wyprawy tutaj. Czekam również na Wasze pomysły dotyczące tego, co można ciekawego zwiedzić po drodze, a także jaką trasę najlepiej wybrać by uniknąć barier architektonicznych.

Musimy wszyscy być tego w pełni świadomi, że jesteśmy tylko pielgrzymami na tej ziemi i każdy z nas dobiegnie kiedyś końca wędrówki i przeniesie się na drugi świat, niewidzialny teraz dla naszych oczu. Życzę wszystkim wytrwałości i ufności w Bogu, który z miłości wszystkich nas stworzył. Tylko z Nim wszystko przezwyciężymy i osiągniemy cel jakim jest niebo.

Dziękuje bardzo za bardzo ciekawą rozmowę i życzę powodzenia w pokonywaniu drogi z Helu do Zakopanego!

Więcej informacji o Marcinie można uzyskać z jego strony, do której link znajduje się tutaj.

Dodaj komentarz