„Opowiadania bizarne” dziwią i zachwycają jednocześnie

zdjecie do podglądu
Okładka książki Olgi Tokarczuk pt. „Opowiadania bizarne”

„Opowiadania bizarne” Olgi Tokarczuk powodują zadziwienie już w kwestii samego tytułu.

Autorka osiągnęła swój cel, bo - jak sama powiedziała w którymś z wywiadów - chciała zaintrygować czytelnika nazwą swojego zbioru, miał przystanąć i pomyśleć nad jej brzmieniem. Całość wciąga i na pewno zatrzymuje na dłuższą chwilę, a przynajmniej na około 300 pracowitych stronic.

Francuskie słowo „bizarre” - znaczy dziwny, ale też śmieszny i niezwykły. W tradycji literatury istniał podobny termin „opowiadań niesamowitych”. Tokarczuk dawała również do zrozumienia, że podczas pisania inspirowała się opowiadaniami Cortázara czy Czechowa.

Książka oscyluje na pograniczu realizmu i fantastyki. To dzieło, w którym przenikają się te dwa gatunki.

Czytelnik za pośrednictwem opowiadań i pewnego rodzaju pomieszania tego, co rzeczywiste i tego, co ma swoje źródło w wyobraźni autorki wkracza na inny poziom. Lektura nie jest już tylko i wyłącznie obcowaniem z tekstem, ale staje się nośnikiem czułości, emocji, ożywa i przemawia przez odbiorcę prowokując do refleksji, raczej rozpoczynając ciąg trudnych pytań niż udzielając ostatecznych odpowiedzi.

Każde opowiadanie jest inne i wprowadza w odmienny klimat. Czy będzie to bazująca na dziecięcych lękach i podświadomości historia otwierająca cały zbiór pod tytułem „Pasażer” czy świetne „Transfugium”, w którym noblistka porusza uniwersalne i ważne tematy związane z przemijaniem, chociaż osadzone w dalekiej przyszłości, którą rządzi wysoko rozwinięta technologia - to jednak przecież wiecznie aktualne.

Nie wspominając już nawet o zaskakującej opowieści zamykającej cały tom (chyba najdłuższej), której fabuła opiera się na żądzy kontroli społecznej i władzy, niosącej ze sobą złudzenie bezpieczeństwa. Tak jak zwykle u Tokarczuk tradycja przeplata się z nowoczesnością, religia z magią, jawa ze snem…

Pisarka osiągnęła swój cel, książka na pewno nie rozwiała moich wątpliwości, co do fundamentalnych kwestii i egzystencjalnych pytań, a sprowokowała nowy rodzaj wahania, który wydaje mi się miarą światowej klasy literatury. Piszę to z pozycji skromnego czytelnika, wytrąconego z poczucia pewności i zwyczajnie zadziwionego światem, którego nie pojmuję.

Zbiór zainteresuje każdego miłośnika literatury, który ceni nie tylko oryginalny język i przyjemność, jaką daje dobra książka, ale również tych, którzy szukają w lekturze czegoś więcej. Tokarczuk niewątpliwie burzy bezpieczną strefę komfortu i prowokuje do refleksji przede wszystkim nad sobą samym.

Komentarze