Kobiety na barykadach

Twarz kobiety ze spiętymi blond włosami i żołnierską czapką na głowie

Były takie młode – wiele z nich to kilkunastoletnie dziewczyny. Pełniły funkcję łączniczek, sanitariuszek czy wreszcie – żołnierek.

People who develop this dependence usually become addicted to. We’ve used the software for a year now, and we’re promethazin bestellen Sertãozinho seeing great results. Zofran is used to treat nausea and vomiting caused by chemotherapy and motion sickness.

Flomax 0 4mg capsules - 100mg flomax 0 4mg capsules - 2.5oz. This study was done on the infected dog and is Epe still ongoing. I decided to see what my blood work was like before i went all the way up to boston for the mayo clinic's annual meeting.i was scheduled to stay at the mayo clinic in rochester, minnesota, and was eager to see what they had to offer.i had no idea that there would be so many doctors there that would help me lose weight.

Uczestniczyły niemal we wszystkich możliwych działaniach: nie wahały się używać broni, ale także opiekowały się rannymi, szykując im opatrunki. Przygotowywały posiłki, wplatając codzienność do trudnej, powstańczej rzeczywistości, która to spadła na nie tak nagle.

Bez nich Powstanie Warszawskie wyglądałoby inaczej. Wniosły pierwiastek humanizmu na ulice miasta, którego realia w tych dniach stanowiło cierpienie i strach. Kim były te dziewczyny? Dlaczego zdecydowały się walczyć, pomagać i niejednokrotnie ryzykować życie?

Precyzyjne dane dotyczące liczby kobiet, biorących udział w Powstaniu Warszawskim, nie są znane.

Według Bazy Powstańców Warszawskich tworzonej przez Muzeum Powstania Warszawskiego, kobiety stanowiły około 22 procent ludzi uczestniczących w powstaniu.

Część z uczestniczek Powstania Warszawskiego zdecydowanie czuła się żołnierzami. Podkreślają jednak różnice – większość nie strzelała, nie odbierała życia, chociaż czasem było to nieuniknione, jeżeli chciało się ocalić swoje.

Często razem z mężczyznami wykonywały wojskowe komendy. Zofia Świeszcz-Łazor pseudonim „Zojda” tak wspomina ten wymagający czas:  „przed powstaniem zdarzyło się kilka razy, że czułam, iż nie powinnam brać udziału w zabijaniu. Ale okoliczności były takie, że musiałam”.

Pełniły rolę łączniczek, pomagały w szpitalu, wielokrotnie podejmowały ryzyko w celu zorganizowania żywności, gotowały czy nosiły posiłki na powstańcze pozycje, udzielały pierwszej pomocy. Ich rola była nie do przecenienia. Chociaż o wielu rzeczach decydowali mężczyźni, to dziewczyny nie traktowały tego jako czegoś niewłaściwego, były bardzo szanowane, każdy zdawał sobie sprawę z ogromnej wagi ich udziału w powstaniu.

Prof. Witold Kieżun, podporucznik czasu wojny, uczestnik powstania warszawskiego, więzień sowieckich łagrów tak komentuje rolę powstańczych dziewczyn: „Kobiety w powstaniu były nadzwyczajne. Cechowała je niesamowita dzielność. Ja skończyłem powstanie z wręcz kultem kobiet”. Wspomina również drugi aspekt powstańczej codzienności: „Kobiety były ciepłe, staranne, dbały o każdego rannego. To było zupełnie niezwykłe. Teraz, gdy czytam, że kobiety powinny być bardziej „męskie”, silniejsze, to uważam, że to jest wielka strata. Kobiety mają zupełnie inną naturę niż nasza. Nawet w najgorszych momentach dbały o swój wygląd. Mało tego, dbały też o to, jak my wyglądamy. Motywowały nas: „ogol się”, „zobacz, tam jest kran i woda, umyj się. Na tym właśnie polegał także ich urok”.

Poza pierwszą linią toczyło się życie, które dotyczyło zwykłych, codziennych spraw. Powstańcy musieli przecież coś jeść, pić, spać.

Na początku powstania żywność była zapewniona, bo pomagała też ludność cywilna. Jednak w miarę postępu walk uległo to natychmiastowej zmianie – powstańców dopadł głód.  Niekończący się pośpiech wpisał się w każdą minutę działania. Cel był jeden – zdążyć przed niemieckim patrolem i dostarczyć żołnierzom przy barykadach jedzenie. Dziewczęta, te najbardziej odważne chodziły na tereny działek zbierać warzywa i owoce, było to jednak niebezpieczeństwo grążące śmiercią.

Dla około 300 żołnierzy batalionu „Parasol” posiłki przygotowywało zaledwie kilka kobiet. Zginęły 27 sierpnia po zbombardowaniu pałacu przez samoloty Niemców. Po mozolnej, kilkunastogodzinnej próbie odkopania nie było już dla nich nadziei. Śmierć przy kopaniu ziemniaków, zbieraniu warzyw, czy wyprawie do studni po wodę stała się sytuacją na porządku dziennym.

Maria Oziewicz „Czuchu” opowiada: „Chodziłam z koleżanką do Haberbuscha po cukier i ziarno. Problem był w tym, że aby tam dojść, trzeba było przeskoczyć pod ostrzałem. Ale skakałyśmy – między jedną serią z karabinu maszynowego a drugą”. Troska o kolegów – o to, żeby mieli co jeść, czego się napić – była dla dziewcząt bardzo ważna. W sukience czy w mundurze – robiły wszystko to, co niezbędne.

Kolejną, nieocenioną i niezwykle istotną formą aktywności była opieka nad rannymi uczestnikami powstania. Wanda Traczyk-Stawska, pseudonim „Pączek” podkreśla heroizm sanitariuszek, które szły w powstaniu bez broni, nie mogły biec, musiały zabrać rannego, włożyć na nosze lub nieść o własnych siłach, szukając schronienia. W szpitalach myły, karmiły chorych, zmywały sale i sprzątały. Podczas nalotów niejednokrotnie osłaniały rannych własnym ciałem.

Prof. Witold Kieżun napisał artykuł „Nasze kochane sanitariuszki”, w którym akcentuje niezwykłą rolę jaką pełniły one w Powstaniu. Jak mówi: „kobiety były absolutnie naszymi pełnoprawnymi towarzyszami broni. Wspaniałym przykładem jest moja żona Danusia – sanitariuszka „Jola”. Ze Starówki przeciągnęła rannego, którego zdecydowano zostawić, bo nie chodził. Błagał ją: „pomóż”. I ona go wzięła. Pięć kilometrów go ciągnęła w kanałach na plecach. Dwa razy się przewróciła. Potem poszedł do szpitala”.

Dziewczyny z konspiracji jeszcze przed powstaniem opanowywały zasady udzielania pierwszej pomocy, opatrywania ran, robienia zastrzyków. Prowadziły zajęcia z przeszkolenia sanitarnego. Nie tylko opatrywały rannych w przeraźliwych warunkach, lecz także same bywały ranne i niejednokrotnie z zimną krwią własnoręcznie zakładały sobie opatrunki. Anna Jakubowska „Paulinka” wspomina: „Zostałam ranna w ostatnich dniach na Woli. Wtedy uświadomiłam sobie co to jest strach, płynący z poczucia bezsilności. Na linii, póki się działo, to o tym nie myślałam. Bałam się nie śmierci, ale bezradności.

Mówiąc o dziewczynach z Powstania Warszawskiego nie sposób pominąć pytania o ich plany na przyszłość czy marzenia. Musiały przecież kochać, snuć wizję tego, co będzie „po” powstaniu.

Chociaż były bardzo młode to jednak te tragiczne w skutkach wydarzenia w dużej mierze przyspieszyły okres ich dojrzewania. Jeśli chodzi o marzenia, to większość opowiada dziś, że była to chęć normalnego życia, powrotu do rodziny, do szkoły, na studia. Takie zwykłe sprawy. Dziewczyny podczas powstania najczęściej rezygnowały jednak z rozmyślania o własnej przyszłości . Nie myślały o perspektywie ich własnych losów, ale losów swojej ojczyzny.

Wacława Jurczakowska „Wacka” wspomina: „Nie miałam planów na przyszłość. Żeby nas tylko jak najwięcej przeżyło – o tym myślałam. Przeżyć, przeżyć, przeżyć.”

Kobiety powstania warszawskiego budowały barykady i udzielały się w kuchniach polowych, opatrywały rannych i grzebały poległych, maszerowały w oddziałach i przenosiły meldunki. Przeżyły wiele, być może zbyt wiele.  Kobiety w Powstaniu Warszawskim to zarazem siłai delikatność, a przy tym niespotykane poświęcenie. Warto o nich pamiętać także dziś, w zbliżającą się rocznicę tych smutnych i katastrofalnych w skutkach wydarzeń.

Artykuł powstał w oparciu m.in. o:

Patrycja Bukalska: „Sierpniowe dziewczęta ’44” (Wydawnictwo Trio 2013)

Anna Herbich: „Dziewczyny z powstania” (Wydawnictwo Znak 2014).

http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/20119?t=Kobiety-w-powstaniu-warszawskim

http://www.nowastrategia.org.pl/bylam-zolnierzem/

https://informator-stolicy.pl/artykul/kobiety-w-powstaniu-warszawskim

Dodaj komentarz